7.3.16

W Marcu jak w garncu, trochę zimy, trochę zimy.

Pogoda na ogół pod psem, weszłam więc w tryb misia zakopanego pod kocem. Tylko mentalnie, bo młoda (jak jest w domu) nie daje nikomu dłużej poleżeć. Człowiek chowa się po kątach z książkami i ma nadzieję, że Kluska chodząc po domu najpierw znajdzie kogoś innego. Ona zostanie jakimś generałem, wszystkimi dyryguje, każdemu znajdzie robotę.


Dopadają nas przelotne katary, ale na ogół nieszkodliwe. Pochodna bywania w punkcie przedszkolnym. Na placu zabaw bywamy sporadycznie, głównie przez humory panienki z ubieraniem, bo nie mamy siły z nią walczyć, a czasu między ulewami mało. Jednak coraz dłuższy dzień daje większą szansę. Jestem pod wrażeniem umiejętności ruchowych mojej córki. Raz dwa wchodzi na najwyższą zjeżdżalnię i chwilę później jest na dole. I niczego się nie boi! Zuch dziewczyna.


A co u mnie? Korzystając z weekendowych wyjazdów młodej dalej uczę się szyć. A to jakieś ubranko, a to młodej bluzę, a to wymyśliłam sofkę ze starego łóżeczka (dorobiłam pokrowiec na materac w sówki i falbanę - żadna robota, a efekt genialny). Moje umiejętności są jeszcze bardzo słabe, bez prucia się nie obędzie, ale fajnie jest widać efekty nauki.



A poza tym czekam wiosny, takiej prawdziwej, z kwiatkami, słońcem i błękitnym niebem. Zima bez śnieżnych zasp to żadna atrakcja. I się doczekać nie mogę!

17.2.16

Profesor Kluski zajęcia z paleontologii

Zapraszamy na zajęcia terenowe z profesor Kluską pt. Praktyczne aspekty paleontologii

Ćwiczenie 1: preparowanie śladów dinozaurów
Bierzemy model dinozaura (ewentualnie mogą być tylko nogi) i odciskamy ślady w piasku. Odstawiamy na kilka tysięcy lat by odeciski skamieniały i podrzucamy na stanowisko paleontologiczne.


Ćwiczenie 2: podrzucanie dinozaurów i wykopki.
Wykopujemy dołek. Bierzemy dinozaury (lub ich części) i umieszczamy w dołku. Zasypujemy.


Następnie zgłaszamy lokalizację jako miejsce odkrycia skamieniałości (w tym celu posłuży niewielki fragment pozostawiony z zakopanych dinozaurów.

Dziś jednak w ramach ćwiczeń sami przeprowadzimy wykopki.


O są!


Ćwiczenie 3: j.w.
Zadanie jest podobne, ale nieco trudniejsze, ponieważ teraz zakopujemy dinozaury w kilku różnych dołkach (po jednym na dołek).


Gotowe, teraz pora zacząć wykopki.


O, jeden jest!


Hmmm, a gdzie są kolejne? Tu coś powinno być a nie ma.


A może tu?


E tam, wykopanie ich zlecam jako zadanie domowe, przechodzimy do następnego zadania.

Ćwiczenie 4: Preparowanie jaja dinozaura.
O takiego. Ze względu na brak czasu pozostawiam je jako zadanie domowe.


A teraz pora nakarmić konika i wracamy nim do cywilizacji. Ci z Was którzy próbowali przyjechać samochodami terenowymi na teren zajęć i utopili je w błocie lub zakopali w piochach po drodze, mogą poprosić kolegów i koleżanki by was zabrali na grzbiet swojego konika. O samochody się nie martwcie, nie zginą... za kilka tysięcy lat archeolodzy z pewnością się ucieszą gdy je odkopią.

6.2.16

Do kina na Fistaszki

Tata Kluski:

Korzystając z tego, że w ferie codziennie są poranki dla dzieci (ale o sensownej godzinie, 12 lub 14, a czasem nawet o 16), wybrałem się z Kluską na Fistaszki. Kluska już była z babcią i wujkiem w kinie na Fistaszkach i chyba jej się podobała, bo figurka Charliego Browna stała się częścią rodziny...

Kluska wymieniała po kolei:
- Mama, Tata, baba, wuju, wuju Aki, Czarli Bałn.

A najlepsze było w kinie, jak Kluska na widok Snoopy'ego na całe kino zawołała:
- White Pijeees!!!



Ale zanim był właściwy film, najpierw zostaliśmy poczęstowani krótkometrażówką z Epoki Lodowcowej, w której było to co najlepsze w Epoce, znaczy wiewiór (krótkometrażówka na youtubie). A same Fistaszki... film jak film, szału nie ma, ale można pójść z dzieckiem do kina i z przyjemnością obejrzeć bez zgrzytania zebami.. Druga połowa trochę przynudnawa, nawet Kluska zaczęła się chyba nudzić (początek przesiedziała jak zahipnotyzowana) i zaczęła się kręcić, wlazła mi na kolana, potem wstała i zaglądała kto siedzi rząd przed nami...

Kluska pokazuje gdzie byliśmy na Fistaszkach





A potem jeszcze jakiś czas spędziliśmy na placu, było tradycyjne łażenie po murkach i bieganie dookoła fintanny.





Ale żeby wrócić do domu, to nie było mowy... była awantura na cztery fajerki i ryk na pół placu zanim wsadziłem Kluskę do fotelika.



A skoro jesteśmy w temacie... wyciągnąłem spośród komiksów moje Fistaszki.

20.1.16

Śladówki + sanki

Wiecie, co to są śladówki? To takie szerokie i niezbyt długie narty biegowe dla osób powodujących lawiny na prostej drodze. Czyli mnie. ;) Używają ich osoby uczące się jeździć oraz te, które lubią sobie jeździć turystycznie, niekoniecznie po ubitych traktach. W tym wypadku lubiące szlajać się po okolicznych łączkach. Minęło sporo czasu, odkąd miałam narty na nogach, o dziwo wywaliłam się tylko jeden raz. Ale też jechałam bardzo wolno, bo dziecko krzyczało Stoooop! za każdym razem, gdy oddaliłam się o więcej niż kilkanaście metrów.


Fajnie było, ale nie udało się pociągnąć sanek. Taki był wielki plan, ale Klusek wszedł w fazę marudzenia, że a to chce wyjść, a to idzie w bok, a nie w kierunku celu i nawet nie spróbowałam. Ucieszyłam się, że w ogóle dała się z powrotem wbić do sanek i jakoś dotarliśmy nad Wierzbiankę, malutką mazowiecką rzeczkę.


Na miejscu Kluska obwieściła wszem i wobec, że duży bałwanek to tata Olaf, a mniejszy to mama Olaf i że kategorycznie domaga się ulepienia babci Olaf, wuja Olaf i Ali Olaf. Co mieliśmy robić, dolepiliśmy, oczywiście z jej przeszkadz... to znaczy pomocą. ;) Dla Kluski ostatnio wyjątkowo ważne są osoby w rodzinie. Nawet gdy lepi jajeczka z modeliny, to jest to tatuś jajo, mama jajo itd. Czasem też lepi obce rodziny, np. rodzinę świnki Peppy. Wtedy jest tatuś Peppa, mama Peppa, Peppa i George Peppa. Ucieszne jest to bardzo, zwłaszcza "tatuś". Coraz lepiej wymawia głoskę t. W zasadzie zostały nam już tylko szeleszczące oraz "h". Słowa ciągle liczę, coś pomiędzy 150-200, ale część rzadko używana, dlatego trudno powiedzieć. W każdym razie z mową poszliśmy w ostatnie dwa miesiące o lata świetlne do przodu i z każdym dniem jest coraz lepiej.


Powrót jako taki, ale musiałam się w końcu zatrzymać, by zdjąć narty. I wtedy zaczęły się jęki, że królewna chce być niesiona. O nie, zastrajkowałam, nie będę jednocześnie nieść nart i 17 kilogramów dziecka. I tak musiałam ją wnieść po schodach, ale to już pal sześć, tyle wytrzymam. Miło z jej strony, że podskakuje podczas podnoszenia, więc jest mi lżej. Czy ja na tym blogu narzekałam, że jest mi ciężko nosić 8kg dwa lata temu? Jakaś głupia byłam, czy co? ;)


Następnego dnia poszliśmy bez nart, bo tata Kluski upierał się, że to przez moją jazdę młoda marudziła. Kalumnie i potwarze. Bez moich nart było jeszcze gorzej, nie ujechaliśmy połowy drogi, młoda wyszła z sanek i od razu w bok na zwiedzanie. Odkryła płot, kazała się podsadzić, bo koniecznie chciała zobaczyć, co za płotem (moja krew), a potem z tatą zrzucali śnieg z choinek. Było w sumie bardzo zabawnie, dopóki nie wywróciła się twarzą w zaspę... ojojojojojoj. Co było robić, na półsyrence wróciliśmy do domu, jeszcze po drodze lepiąc rodzinę Peppy (zaliczony bałwanek posiadał tułów, głowę i noc). Teraz chyba nie będziemy wychodzić dalej niż na osiedle. Wszyscy troje mamy dość. A pikniki zwane przeze mnie rozwałkami robimy w domu na kocu, lepiąc lody z ciastoliny. ;)

11.1.16

Nanga Klusek Expedition 2016

Ponieważ zimowy wpis cieszy się niesłabnącą popularnością, wrzucam wycieczkę nierowerową, żeby była jakaś odmiana. Oddaję głos Klusce. ;)

Altelnatywna nazwa wyplawy to Nanga Krzak Expedition... zacynamy ocywiście od jedzenia! Ksalowanie zaostsa apetyt.


Główny cel wyplawy osiągnięty, scyt zdobyty!


Uccijmy to wafelkie lyzowym. Na tsy-ctely wsyscy do zdjęcia głośno AAAAAM!



W białą dal


Pola na dlugie danie tseciego śniadania!



Osiągnęliśmy kolejny cel wyplawy



Plosę ekspedycji, oto jest Wielki Kanion Wezbianki!



Blód na Wiezbiance



Aaaaaam!



To jest mały kulek dla Kluski, ale wielki kulek dla bałwanka



Lusamy dalej, o tam są jakieś lepianki tubylców, w tej osadzie z pewnością uzupełnimy plowiant!


Pola wlacać, bo jedzenie się plawie skońcyło... tata pomagaj ciągnąć, bo ja z głodu nie mam jus siły,


Zezalłam wsystkie suchalki i wafle, gdyby nie awalyjna packa helbatnicków na calną godzinę, z głodu bym padła w połowie dlogi.

Jesce pamiątkowa fotka z pługiem i końcymy ekspedycję.