8.5.19

Spis wiosennych wycieczek rowerowych

Tak dużo i często jeździliśmy od marca, że nie nadążałam z relacjami na bikestatsie, a co dopiero ten blog "podlewać". To tylko robię szybkie odnośniki do naszych krótkich i dłuższych wycieczek po Mazowszu. Klikać w linki, tam są szczegółowe opisy i relacje. Mogłabym kopiować, ale kilkanaście wpisów... po co mnożyć byty. Jedziemy.

1. Topienie Marzanny

Zima się nam dłużyła, to postanowiliśmy utopić dziadygę i przywołać tym samym cieplejsze dni. LINK1 LINK2

2.Nad Pisię raz

Krótka wycieczka po przedszkolu, bo mieliśmy wolne popołudnie. LINK1 LINK2

3. Keszowanie z tatą po mieście (geocaching)

Czasami bawimy się w szukanie skarbów tu i tam. LINK


4. Z tatą na wydmy międzyborowskie

Taka naturalna piaskownica po sąsiedzku, można wpaść przy okazji wizyty w bibliotece. LINK

5. Nad bobrze jeziorko

Obserwacje natury i szukanie skrzynki w lesie. LINK1 LINK2


6. Do lasu i do Radziejowic

Wycieczka trochę leśna, zbudowaliśmy szałas (ale będziemy go jeszcze rozbudowywać, zrobię o tym osobny wpis). LINK1 LINK2

7. Pod patronatem Żubra Pompika i Żuberki Polinki wyprawa do Jaktorowa

Postanowiliśmy odwiedzić dwie biblioteki, w Międzyborowie i Jaktorowie. Ta druga jest przy szkole, ale można się zapisać z zewnątrz. A przy okazji odwiedziliśmy pomnik Tura, cmentarz wojenny i mazowiecką łączkę, gdzie dziecię mogło się wyszaleć patykiem z dowiązaną foliówką. Zabawka idealna. Spotkaliśmy też bociana. Wcześnie w tym roku przyleciały, to podobno te co nie odleciały do Afryki tylko zostały na wczasach w Grecji. LINK1 LINK2


8. Wycieczka do Muzeum Żaby w Żabiej Woli

Trochę dalsza wycieczka. Najdłuższa póki co w tym roku, ale dopiero się rozkręcamy. W Żabiej Woli jest dworek zamieniony w dom kultury. Jest tu na piętrze samoobsługowe Muzeum Żaby (trzeba z holu wejść na piętro i włączyć sobie światło), a w parterze biblioteka. Obok dworku jest klimatyczny drewniany plac zabaw. Po drodze mijaliśmy Kuklówkę, okolicę gdzie tworzył znany malarz Chełmoński, samouk, który nie umie kolorować i pani w przedszkolu miałaby do niego pretensje, że wyłazi za linie. Czyli buntowanie Kluski przeciw idiotycznym formatom edukacyjnym.

LINK1 LINK2

I powrót przez różne stawy i górki. ;)

9. Rundka po bibliotekach w mieście z tatusiem.

W Żyrardowie jest w zasadzie jedna biblioteka, ale w czterech budynkach rozsianych po całym mieście. Więc jest co odwiedzać. ;) LINK


10. Inna wycieczka z tatusiem po bibliotekach.


Bo wycieczka musi mieć jakiś cel. Jeśli jeździ się z dzieckiem bardzo często, może się znudzić jazda sama dla siebie. Dlatego warto jechać dokądś, po prostu przemieszczać się pomiędzy ciekawymi punktami. LINK


11. Wycieczka nad Pisię - druga

Czyli nasze ulubione miejsce z mostkiem, któremu z każdym rokiem przybywa dziur. Kiedy zapadnie się pierwszy samochód, zrobią nowy. To już chyba trzeci z kolei, który pamięta tata Kluski.
LINK1 LINK2



12. Jajeczne podchody czyli wycieczka do lasu w święta

Po co się nudzić w domu, skoro można się między świętowaniem jaja a dyngusa poszwendać po lesie? Tu i tam. Jaja do zabawy nabyłyśmy z Kluską w przypływie zakupowego szału w Pepco. LINK1 LINK2


13. Ścieżka zdrowia rowerowo

Typowa wycieczka do Parku Procnera, wzbogacona tym razem o podchody. Raz ja uciekam, raz Kluska z tatą. Tym razem każdy na swoim rowerze. LINK1 LINK2

22.3.19

Z Kluską szukamy wiosny

Wczoraj w późnych godzinach wieczornych została aresztowana podejrzaną kobietę biegając boso po ulicach, która odziana była w kwiecistą suknię i wianek. Przy obywatelce znaleziono wiklinowy koszyk pełen zielska, potocznie nazywanego kwiatkami. W trakcie przesłuchania zeznała, że nazywa się Wiosna Astronomiczna i ma tajną misję do wykonania, w związku z tym funkcjonariusze policji przekazali podejrzaną służbom kontrwywiadu.

To tyle, jeśli chodzi o prasówkę, z której wynika że dziś mamy pierwszy dzień wiosny. No to co? Szukamy jej! W tym celu pojechaliśmy z Kluską do parku... ale najpierw Kluska nawigowała mnie, żebym przejechał obok komisariatu policji przy ul. Szopena (obecnie Chopina), gdzie byli dziś z wycieczką przedszkolną.

W parku żeśmy znaleźliśmy całe łany złoci żółtej... teraz tego zielska sporo kwitnie, ale dwa dni temu były tylko pojedyncze kwiatki, które nie tak łatwo było znaleźć.

Z lupą na złocie!
Zdjęcia kotków wierzbowych, olchowych, leszczynowych wrzucałem już trzy tygodnie temu (fotki w tym wpisie), a poniżej kotki bodajże grabowe (oraz pąki liściowe).
I jeszcze kotki wierzby płaczącej.
A poza tym korzystając z metra krawieckiego o długości półtora metra, zmierzyliśmy obwód kilku drzew w pierśnicy.
Na jednym z nich znaleźliśmy kolonię tramwajów.
Znaleźliśmy też krecika, a właściwie jego domek. Z rozpędu zmierzyliśmy także obwód największego kopca u podstawy.
A to męskie kwiaty cisu. Dwa tygodnie temu już były widoczne, ale wtedy dopiero pączki (na drugiej fotce jest jeszcze kilka pędków pączków), ale teraz większość już jest rozkwitnięta.
Gorzej z kwiatami żeńskimi, które są mniej liczne i niepozorne. Jako że cis zwykle jest dwupienny (na jednym krzaku są albo kwiaty żeńskie, albo męskie), to zakładam że na tych roślinach bez kwiatów męskich powinienem znaleźć żeńskie... na wszelki wypadek obejrzałem też jeden krzak o którym na 100% wiem że miał owoce. I co? I Gucio. Trudno mi powiedzieć, czy na poniższym zdjęciu któreś to kwiaty, czy tylko pączki... bo na drugiej fotce to prawie na pewno pączki.
Jeszcze ze swojej strony dorzucę kilka fotek zza miasta (już bez Kluski) - podbiał pospolity, który w wielu miejscach na poboczach i w rowie przy drogach można już spotkać... ale te ze zdjęć akurat są znad Pisi Tucznej.
Kotki wierzbowe - nadal część jest w postaci puszystych bazi, ale sporo już kwitnie, albo zaczyna rozkwitać.
No i na koniec taka fotka z domu - ze trzy tygodnie temu przytargałem gałązkę z dużym lepkim pąkiem, a z tydzień temu pękł i się rozwinął w cztery liście i kwiatostan. Chyba kasztanowiec.

4.3.19

Moje dziecko umie czytać.

Pod koniec zeszłego roku weszliśmy w nowy etap, bo Kluska nauczyła się płynnie czytać książki. Uprzedzając pytania, jak niby tego dokonałam u sześciolatki odpowiem przewrotnie, że nie mam z tym nic wspólnego. Uważam, że to nie rodzice czy nauczyciele uczą dzieci czytać. To dzieci uczą się czytać. Same. Nauczyciele i rodzice raczej im w tym przeszkadzają niż pomagają, o ile są na tym punkcie nadmiernie zafiksowani.

Oczywiście można dziecko wspierać w nauce czytania. Jak?

Prosto, na przykład nie wymagać, by umiało czytać płynnie i bezbłędnie do dziesiątych urodzin. Mózg młodego człowieka rozwija się indywidualnie, swoim unikalnym tempem. Jedno dziecko samo nauczy się czytać w wieku czterech lat, inne pięciu, sześciu, siedmiu i tak dalej.


Zachęcanie do nauki czytania może wywoływać presję, a presja spowalnia naukę. Czyli zamiast zmuszać dziecko do codziennego ślęczenia nad czytankami, można czytać wspólnie całą rodziną małą książeczkę. Raz tata, raz mama, raz starsze rodzeństwo. Albo w inny sposób, byleby dziecko nie czuło się gorsze z tego powodu, że jeszcze nie czyta.


Kluska na szóste urodziny dostała Elementarz Falskiego. Wzięła do ręki i dukając przeczytała pierwsze dwadzieścia stron. Byłam w szoku, bo wcześniej raczej umiała przeczytać kilka wyrazów, które znała. A tu o, trochę woli, ciekawości i zaczęła. Za każdym razem, gdy zaczynała się denerwować, że jej nie wychodzi tak płynnie jak nam - tłumaczyłam, że my czytamy od ponad trzydziestu lat, a ona dopiero pierwsze miesiące. Trudno by umiała ot tak. I że wcale nie musi czytać płynnie i żeby się nie przemęczała.


A ona chciała i się jej udało. Ale to wyszło od niej, my tylko podtykaliśmy jej lektury pomocne w nauce. Zresztą podobnie uczymy ją matematyki, przez jej ciekawość i potrzebę. A nie "bo tak". Czasami najlepszą metodą jest brak metody, choć najbliższe jest mi nauczanie globalne, w sumie chyba najbliższe zdrowemu rozsądkowi, o ile się dostosowuje materiał do dziecka, a nie ściga się z normami rozwojowymi jakichś pedagogów, którzy napisali je 50 lat temu, kiedy nie było multimediów.


Tu dodam, że na początku nauka liter i wyrazów wychodziła nam nie w domu, ale na świeżym powietrzu. Czytaliśmy nazwy ulic, rysowaliśmy patykiem po piasku czy ziemi. Czytaliśmy książki w parku.

Pomogło też zapisanie Kluski do biblioteki. Tak naprawdę do kilku bibliotek, nawet dwóch w innej miejscowości. Bo kto nam zabroni? :)

Poza tym w bibliotece można się poprzytulać do marchewki, ułożyć lub wypożyczyć do domu puzzle i gry planszowe. Są nawet filmy na dvd. To już nie te biblioteki co kiedyś, z naburmuszoną syczącą bibliotekarką.



I już, bez stresu, dla zabawy. Wszystkiego się tak można nauczyć bez szkoły. Naprawdę. Historii i geografii również. :)

29.12.18

Ostatni raz do biblioteki

Tata Kluski: Ostatni raz w tym roku oczywiście, a nie w ogóle. No i z Klu. Tak mnie zastanawiało ile w tym roku Klu wypożyczyła książek... no bo od wakacji jeździmy prawie co tydzień, obskakujemy cztery filie i w dwóch (Centrala i Filia nr 2) często wypożyczamy do limitu na karcie (w każdej filii do 7 pozycji, przy czym w Centrali książek wypożyczamy po 5-6 bo do tego zwykle 1-2 gry planszowe). Początkowo wypożyczaliśmy mniej, ale w miarę czytania apetyt rośnie... No i wyszło że 211 książek (gier nie liczę). W grudniu mniej, bo Kluska była na wyjeździe, a potem sporo okołoświątecznego zamieszania i było mniej czasu na czytanie... natomiast w październiku więcej, bo była chora. Maj to w ogóle jedna wizyta i zapisanie pod koniec miesiąca (do biblioteki wybraliśmy się już 3 lata temu - wpis, ale dopiero teraz na dobre się zapisaliśmy).
Jako że to wpis podsumowujący, to wrzucam fotki z kilku miesięcy, kilka razy Klu pojechała do biblioteki na własnym rowerku.
Gdzieś w okolicach Dnia Pluszowego Misia.
Powyżej w Centrali na Mostowej, a poniżej w filii nr 2 na Wittenberga... Klu bardzo lubi tu jeździć, bo zaprzyjaźniła się z panią bibliotekarką, która dodatkowo pozwala jej na samoobsługę i samodzielne skanowanie karty bibliotecznej i kodów z książek, a nawet dzielnie w tym asystuje gdy ktoś przychodzi oddać/wypożyczyć książki. Swoją droga, dobrze że książki dziecięce zostały ustawione w szafkach przy wejściu, dzięki temu zorientowałem się, że nie tylko w oddziale dziecięcym, ale i w bibliotekach dorosłych są ksiązki dla dzieci.

Kiedyś pani Renata pokazała nam inwentarze biblioteczne, w tym pierwszy inwentarz filii numer 2 (fotki poniżej i powiększenie: strona 1 i strona 2). Oprócz tego na start do biblioteki przeniesiono dwa inwentarze z Centrali... obecnie co prawda inwentarze są prowadzone komputerowo, ale jak już się zbierze cała księga, to są drukowane i oprawiane (taki nowy też oglądaliśmy).
A tu chyba jakiś Halloween... Czarownica Irenka ze Świerszczyka, no cóż, obecny Świerszczyk jakoś porywający nie jest, a ten komiks jest chyba najfajniejszą w nim rzeczą.
O, a to coś o nas... mniej więcej tak wyglądają nasze wizyty w bibliotece.
Przydałaby się osobna półka tylko na książki z biblioteki... oto kilka stosików wypożyczonych książek w różnych okresach.
Okres przedświąteczny... po choinką książki o tematyce świątecznej, szczerze mówiąc trochę flury (może fajniejsze zostały już wypożyczone?), ale coś tam udało się wybrać.
Fajniejszą, to my wypożyczyliśmy jeszcze w listopadzie i właśnie oddawaliśmy. Jako że na mnie wypadła w tym roku rola świętego Mikołaja, to wzorowałem się na panu Rurce w tym temacie... co prawda nie miałem takiego fajnego stroju jak on - fiński mundur wojskowy, przy czym każdy element z innej parafii - spodnie oficerskiej, kurtka bliżej nieokreślona, a do tego Żelazny Krzyż... wdziałem za to polar przewodnicki (czerwony, pasuje!), czerwony kapelusz w kropy, wygrzebałem też Brązowy Krzyż Zasługi, który mój tata dostał za nadgodziny zamiast premii.
A poza tym jesteśmy tak niszowi, że nawet kreskówki oglądamy w postaci książek, a nie w telewizji! W większości książeczki na podstawie kreskówek są takie sobie... a najgorsze są chyba Barbie, bo tam już kreskówki są wyjątkowo słabe, a ich streszczenie w postaci książeczki jest równie beznadziejne jeśli nie bardziej.

Hania była nawet całkiem całkiem, w tomiku są cztery opowiadania, które jak później sprawdziłem są przełożeniem treści czterech odcinków kreskówki.
A poza tym w październiku otworzyli nam nową bibliotekę blisko domu. Przeniesiono filię nr 6 z 1 Maja, gdzie od roku trwa remont, a gdzie będzie potem centralna biblioteka dziecięca (przed remontem był tam oddział dziecięcy nr 2, a nr 1 mają tam przenieść z Centrali na Mostowej), zaś dorosłą bibliotekę już teraz przeniesiono do centrum handlowego Stara Garbarnia.

To centrum handlowe nie jest niestety rewitalizacją garbarni... ostatnie zabudowania fabryczne zostały zburzone podczas jego budowy i w tej chwili nie ma po nich śladu, w dodatku jest niewypałem, chyba połowa lokali stoi pusta, zwłaszcza odkąd padł MarcPol i nie ma tu marketu spożywczego, miejsce świeci pustkami. Ale mimo to lokalizacja biblioteki jest niezła, bo choć tłoku nie ma, to ruch jakiś tam jest i sporo osób przypadkiem trafia na bibliotekę i się nią interesuje... kilka razy widziałem, że ktoś pytał jak się zapisać, albo oglądał jakie książki tu są.

My oczywiście od razu tu zajrzeliśmy, ale Kluska była zawiedziona że nie ma książek dla dzieci... na szczęście już półtora miesiąca później została uruchomiona półka książek dla dzieci i młodzieży (a w zasadzie na razie tylko pół półki), niewiele ale dobre i to, toteż od razu z niej skorzystaliśmy. Liczymy, że będzie przybywać książek na tej półce.