8.4.18

Dwieście trzynaście kilometrów na rowerze

W tym roku.
Muszę jeszcze napisać skrót rejsu po Wyspach Kanaryjskich, a póki co zwrot ku wiosennej naturze i nasze ulubione miejsce na Pisi Gągolinie wraz z okolicą. Później się zieleni niż w zeszłym roku, ale początek kwietnia podobnie ciepły, więc odpaliliśmy przyczepkę rowerową Weehoo I-go wraz z pelerynką Coverover i hajda na poszukiwania. Najbardziej podobały mi się przylaszczki, Klusce chyba też, ale żółte podbiały i inne maluchy też pomału wychylają głowy z suchej trawy czy mchu. Czosnek niedźwiedzi dopiero kiełkuje, kwiaty będą o wiele później.


Nawet udało mi się kilka razy przycupnąć w hamaku, zanim mnie wygonili tata z Kluską. ;)



Za drugim razem mieliśmy więcej szczęścia do słońca, ale za to wieczorem szybciej się ochłodziło. Coś za coś.


Kluska czuje się tam jak u siebie w domu, bawi się na ziemi luzem. Wszyscy żyją, choć ziemia nie ma atestu bezpieczeństwa, o mostku pełnym dziur nie wspomnę. ;)


Potem jeszcze młoda właziła na widoczny w oddali konar wpadający do rzeki bawiąc się w łapanie kijków płynących rzeką i za trzecim wejściem zmoczyła skarpetkę. Warto ze sobą wozić buty na zapas. ;)


Odbyłyśmy też parę pieszych wycieczek po okolicy.


Pora wracać...


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza