11.6.13

Baby-Led Weaning dla opornych

Kiedyś już pisałam, że wprowadzanie niepapkowych pokarmów się nie bardzo udało. Mała zamiast gryźć, starała się wszystko połknąć od razu, co kończyło się krztuszeniem, dławieniem i moją palpitacją serca. Apetyt moje dziecko ma na normalne żarcie straszny. Do tego stopnia, że jak jej damy za dużo obiadu, to nie wyrabia normy mlecznej. Po prostu woli jeść to co my, a nie jakieś tam butle z płynem. Czasami woli od mleka nawet sok marchwiowy.

Odpuściłam sobie zatem zabawę w jedzenie zwykłych rzeczy i pozostawiłam słoikowe żarcie jako stały element krajobrazu. Ale się nie poddałam, w końcu kiedyś Klu musi zacząć jeść jak człowiek. Zaczęłam od małych kawałków. Skoro ryż umiała jeść bez problemu, to chleb pokrojony w kostkę czy banana też zje. No i faktycznie, dała radę. Z kluskami było łatwiej, bo się dość łatwo same rozpuszczały w buzi. Dawaliśmy jej jedzenie do zabawy, zazwyczaj pod wieczór, kiedy już wiedziałam, że odbębniła te 400-500ml mleka (na raty w trzech posiłkach) i zjadła papkę na obiad.


Za namową koleżanki blogerki Luci postanowiłam jednak przeczytać książkę o BLW, wiedzy nigdy za wiele. Trochę mnie początek zabił śmiechem, bo z książki wynikało, że dzieci "niejadki" biorą się z karmienia łyżeczką, a BLW pomaga wykryć alergie pokarmowe. I co jeszcze. Albo że karmienie łyżeczką jest jednoznaczne z wpychaniem dziecku jedzenia na siłę. A dziecko nie ma wówczas prawa decydować, co chce jeść. Akurat! Półroczne dziecko w dość jasny sposób potrafi pokazać co mu smakuje, a co nie. Że niektórzy rodzice ignorują oczywiste komunikaty, nie jest winą łyżeczki, tylko ich mentalności. Książka jednak okazała się pomocna, trochę mi ułożyła w głowie plan przestawienia małej na jedzenie bezpapkowe. Tu będę ją reklamować konsekwentnie. Porządkuje wiedzę z zakresu dietetyki dziecięcej, uspokaja zaniepokojonych, rozwiewa wątpliwości. Uczy też, jakich argumentów używać w rozmowach z ludźmi, którym ta metoda jest obca.
Przygodę z BLW można rozpocząć, gdy dziecko potrafi samodzielnie siedzieć. Większość dzieci zaczyna siadać około 6 -7 miesiąca życia. Ale nie wszystkie. Kluska stabilnie siedziała tydzień po ukończeniu 9 miesiąca. Miałam ją trzymać trzy miesiące na gołym mleku? No nie bardzo, anemia murowana. Papki nas uratowały, od razu jej się poprawiła cera (przez pierwsze 4 miesiące życia była bardzo blada, choć morfologię miała koncertową, ale parę miesięcy później krew mogła się pogorszyć). Co nie oznacza z marszu, że idea BLW jest zła. Przeciwnie, to świetne podejście do odżywiania się w ogóle. Z perspektywy dziecka oznacza to mniej więcej: "Poznaję nowe smaki i jem to co chcę w ilości jakiej potrzebuję". Tylko nie każde dziecko jest na to gotowe w tym samym czasie i należy mieć tego świadomość.

Minęło trochę czasu, dziecię me wreszcie zaczęło raczkować, a ja zaczęłam jej dawać coraz większe kawałki jedzenia, takie które mogła już swobodnie chwycić. Coś drgnęło, w przeciągu paru dni nauczyła się wciągać kluski spaghetti i odgryzać kawałki z gotowanych warzyw. Nawet surowe jabłko, tak jak na okładce książki. Przy okazji doszedł jej drugi obiadowy posiłek w ciągu dnia. Po prostu jadła razem z nami, częściej na kolanach lub na podłodze z talerza niż w foteliku.Czasami ją karmiliśmy łyżeczką (zupy), czasami jadła sama (marchewka, cukinia, ziemniaki, ryż, chleb). Trochę jej też pomagaliśmy podając jej kawałki jedzenia na dłoni, a ona sobie z naszej dłoni chwytała, bo chwyt pęsetowy ma opanowany od dawna. Wbrew temu, co było napisane w książce, dawałam jej też małe kawałki prosto do buzi. Dziecko nauczone karmienia zamiast wyciągać po jedzenie rączki - nachylało się ku mnie i otwierało buzię. No i jak tu takiej nie dać? Jeśli o mnie chodzi to jestem bardzo miękka, jak się na mnie ktoś patrzy oczami kota ze Shreka ;) Zachęcałam ją do samodzielnego jedzenia, ale królewny mają to do siebie, że od niektórych spraw mają służbę i już.

Dziś był dzień pod wezwaniem przenajświętszej truskawki, zajadaliśmy się w domu całą czwórką. Parę truskawek Kluska zjadła własnoręcznie, odgryzając po kawałku. Kilka podał jej tata. Ona sobie odgryzała czubek, a tata zjadał resztę. Truskawki były duże, więc nie było ryzyka, że połknie którąś w całości. Wychodzi na to, że nie ma co się zniechęcać. Jeśli coś ze stałymi pokarmami idzie nie tak, jak opisują w lekturze, oznacza mniej więcej tyle, że mamy przypadek atypowy i trzeba się uzbroić w cierpliwość. Są dzieci, które w wieku 7 miesięcy jedzą normalne kanapki, są i takie, które są na to gotowe mając grubo ponad rok. W książce o tym nie piszą, bo jeszcze by wyszło, że to metoda nie dla każdego ;) Czytając tego typu lektury zawsze trzeba mieć świadomość, że zostały wydane, by zarabiać pieniądze i muszą się podlizywać jak największej liczbie potencjalnych czytelników. To nie jest podręcznik ani oficjalna broszurka z ministerstwa. Pewnie dlatego poleca dawanie dziecku słonego masła orzechowego jako sosu, choć trzy czwarte książki poświęcone jest opisywaniu, jaka ta sól jest zła i szkodliwa, oraz że najlepiej podawać dziecku żywność maksymalnie naturalną i nieprzetworzoną. Że sól jest w większości chlebów, wędlin, gotowych sosów i nawet takich produktów jak "jogurty naturalne", mało kto wie. I może lepiej, bo się nie denerwuje. Ja sobie podczytuję etykiety tu i ówdzie, więc mam świadomość, że soli po prostu nie da się uniknąć bez hodowania własnego świniaka i krowy w obórce. Mieszczuch jest na sól skazany, tym bardziej soli jako przyprawy należy używać z rozwagą i może nie należy dziecka od małego przyzwyczajać do produktów solonych nieco więcej. Zwłaszcza że żyjemy w czasach, gdy milion przypraw jest na wyciągnięcie ręki za grosze. Ale że książka jest na rynek amerykański, gdzie masło orzechowe jest traktowane chyba jak u nas opłatek na Wigilię, namawianie na odstawienie tego świństwa książce sprzedać by się nie pomogło. Takie życie :)

Tak że czytając książki dla rodziców nigdy nie należy wyłączać myślenia. Intuicja to podstawa. :)

edit: A tu jak Kluska pięknie je dwa lata później.

9 komentarzy:

  1. ładnie sobie wciska truskawexczke:)) ja juz od dawna wielkue kawały jedzenia daje mieli wszystko Michaś:)))

    truskawy kupie ino czekam az beda tańsze 12.50 za kilo to rozbój w biały dzień

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O rany! U nas łubianka (2kg) za 8-10zł.

      Usuń
  2. moja córcia ma 3 lata i po dziś dzień się uczy jeść normalne jedzenie... kryzys przyszedł około 2 roku może ciut wcześniej...
    kiedy to zaczęły wychodzić jej wszystkie zęby hurtowo... odmówiła gryzienia i jedzenia jako tako...
    nie bardzo mnie to ruszyło puki przybierała na wadze...
    wiem z doświadczenia siostry dzieci, że normalnie gryzły i jadły gdy wyszły im wszystkie zęby czyli około 4-5 roku...
    i faktycznie wychodzą Stonce zęby- uff- już ostanie- a Stonka zaczęła jeść jak szalona...
    zastanawiam się czy nie przejść na jakąś dietę bo w wieku 3 lat 1kg w 2 tygodnie to trochę sporo...
    tak więc morze cierpliwości potrzeba by skończyć etap nauki samodzielnego i dorosłego jedzenia ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Do wszystkich tych modnych "metod wychowawczych" podchodzę z dystansem i reaguje nerwami jak koś jednoznacznie mówi, że coś jest tylko dobre, ale tyko złe.
    Moje młode teraz też na etapie niejedzenia, ale on to z braku czasu. No bo jak można usiąść i zjeść jak tam zabawki czekają.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano właśnie! Bałam się tego etapu u Kluski, ale okazało się, że ona bardziej się ruszając, po prostu pcha się tam gdzie leży jedzenie. Jej ulubiona szafka to ta z suchymi makaronami i przyprawami (zamknięte robią za świetne grzechotki). Ostatnio dorwała nieugotowany świderek i była zmartwiona, że się nie da ugryźć. W porę to dostrzegłam i dałam jej już normalnego (zawsze mamy trochę ugotowanych klusek w lodówce, bo inaczej nie dalibyśmy rady zjeść śniadania, rzuca się nam do talerzy, a że nie umie chodzić, to zaraz pada na bok i jest ryk).

      Usuń
  4. Chryste, jak ja Ci dziękuję za ten wpis!! Będąc z drugą Córką w ciąży natknęłam się na wzmianki o BLW, a że z karmieniem pierwszej, miałam mega kosmiczne problemy, to pomyślałam, że może to BLW będzie lepsze... No ale tak jak piszesz-czekać aż dziecko samo stabilnie siedzi? To do dzisiaj Lila piłaby samo mleko, choć ma już ponad 7,5miesiaca... Bez mięsa, warzyw... No i cieszę się, że ktoś oprócz mnie, też daje słoiczki :)
    Co do BLW... na razie kiepsko, każda grudka kończy się wymiotami, a ja zaczynam się podłamywać. To samo miałam ze Starszą... Wiem, że i tak Młodsza nauczy się gryźć, no ale takie sytuacje skrzydeł nie dodają. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak Klu miała 7 miesiecy też nie było mowy o żuciu. Co prawda nie wymiotowała, tylko się krztusiła małymi kawałkami, ale jednak. Bez papek byśmy nie dali rady, ale przecież karmienie łyżeczką nie jest równoznaczne z wmuszaniem jedzenia przecież. Polecam gryzaki siatkowe do owoców, zawsze dziecko ma wrażenie, że samo je. Plus do karmienia papką dawać do ręki widelczyk lub łyżkę, zamoczoną w papce. Niech jedzenie będzie się kojarzyć z czymś przyjemnym :) Tak naprawdę w książce chodzi o to, by w dziecko nie wmuszać jedzenia, że nie musi wyglądać jak pulpet by być zdrowe i ja to rozumiem jak najbardziej. Pozdrawia lavinka-od 2 roku życia niejadek absolutny ;)

      Usuń
    2. Ja też Ci dziękuję. U nas było podobnie. BLW wprowadzałam dwa razy - w 6 i potem w 7 miesiącu. Dwa razy klapa. Mały umiał gryźć ale jak już poczuł się pewnie to łykał bez gryzienia i dwa razy porządnie nam się zadławił co mnie na dobre wystraszyło. Od tej pory dostawał gotowane przeze mnie zupy i rozgniatane widelncem papki. I co? I też przestawałam karmić kiedy widziałam, że już nie chce, nie wciskałam na siłę, słuchałam i obserwowałam. Krzywda się nie stała bo mały ma super apetyt i tyak samo chętnie wciąga papki czy zupy łyżeczką jak kawałki sam (teraz już je w większości sam, choć zdarza się, że go karmię i nie uważam, że to złe). Każda metoda jest fajna jednak nie da wszystkich dzieci. I w związku z tym, że tyle metod jest dostępnych możemy czerpać z nich to, co pasuje naszemu dziecku. Radykalizm nie jest dobry...

      Usuń
  5. O niejadku też mi się marzy wpis, po tym co przeszłam ze Starszą Córcią, tylko, że to materiał na książkę raczej :)
    U nas bez wpychania na siłę jedzenia, Lila po prostu do pewnego momentu je, z apetytem wydawałoby się, a potem właśnie jedna grudka i wymioty... No nic, czekamy, w końcu dorośnie do żucia i gryzienia!

    OdpowiedzUsuń