20.6.13

Ja się nudzę!

Ostatnimi czasy Klu nudzi się okropnie. Obejrzała już wszystkie kąty w mieszkaniu, gdzie dała radę wleźć - wlazła, z czego dała radę spaść - spadła, o co huknęła głową - o to nabiła sobie guza. Oczywiście od czasu do czasu można sobie guza nabić ponownie, ale co nuda to nuda. Dostarczamy jej rozrywek jak umiemy, zabawek ma sporo, ale ile można w kółko pchać lokomotywkę czy układać klocki (ostatnio muszę pochwalić Klu - potrafi ustawić wieżę z trzech drewnianych klocków, za siódmym podejściem ale jednak).


Wróciły więc do łask nietypowe zabawy i zabawki. Z gatunku: masz to pod ręką, tylko myślisz że się nie przyda.

1. Stara klawiatura. Można w nią walić do upadłego i nikt się nie gniewa, ani nie zabiera.
2. Pudełko ze 150 chusteczkami. Wyciąga je do upadłego. Ja je z powrotem wygniecione wkładam a ona znów wyjmuje. Czasem nawet pół godziny mamy spokoju.
3. Gar z przykrywką. Przykrywkę się zdejmuje i zakłada, zdejmuje i zakłada, zdejmuje i zakłada, zdejmuje i zakłada, zdejmuje i zakłada, zdejmuje i zakłada, zdejmuje i zakłada, zdejmuje i zakłada i tak 15 minut.
4. Szafka w kuchni z przyprawami i makaronem. Przyprawy w papierku robią za grzechotki. Wyjmuje i wkłada je z powrotem ładnych kilka razy, zanim się znudzi.
5. Fotelik do karmienia ostatnio robi za coś w rodzaju chodzika.
6. Wózki i Lovelek. Służą do wspinania się na nie i upadanie w ramiona mamy lub taty. Na większy potrafi już wspinać się nogami po kółkach.
7. Zakręcony mocno duży pojemnik na płyn do płukania bielizny. Przewraca się go i turla.
8. Kubełek z rączką, rodzaj kosza na papiery. Służy do zabawy rączką oraz wkładania i wyjmowania różnych przedmiotów.
9. Nasze rowery. Służą do tego co wózki mniej więcej. O dziwo żadnego nie wywróciła (jeszcze).
10. Drzwi. Od szaf i od pokojów. Zamyka się i otwiera w kółko i coraz rzadziej sobie na palce lub twarz.
11. Siaty z ubraniami. Ubrania się wyjmuje i wkłada z powrotem i wyjmuje.
12. Pudła z zabawkami, jak wyżej.
13. Buty taty. Służą do rozrzucania po przedpokoju.
14. Butelka pet 1,5l częściowo wypełniona wodą.
15. Stary radiomagnetofon, główna zabawa to zamykanie klapki od kasety.

 Jak sobie przypomnę coś jeszcze, to dopiszę.


I tak, ona to robi bez przerwy. Znaczy broi. Cały czas na coś włazi i spada, jeśli raczkuje to tylko pomiędzy tego typu atrakcjami. Śpi jeszcze dwa razy dziennie, ale coraz krócej. To znaczy pomału ustala jej się krótka drzemka rano (ostatnio z powodu upałów wtedy jest z tatą na spacerze i zakupach) oraz dłuższa w ciągu dnia. Taka do dwóch godzin, ale bywa krócej. Pod wieczór kolejny spacer na Lovelku i kąpiel. Jeszcze kaszka i spać.


Nadal zasypia na rękach, ale chyba pomału do niej dociera, że wygodniej zasypiać samej. Dziś nastąpił jakby przełom, to znaczy przytuliła się do mnie i tetrówki w fotelu i tak usnęła. Wystarczyło ją pogłaskać. Albo padła z nadmiaru wrażeń, albo zaczyna dorośleć! Oby, bo jest coraz cięższa i mi coraz trudniej ją nosić bez wspomagania nosidłem. A w wózku tak jak tacie i babci leżeć mi nie chce, od razu ucieka. Im nie, a mi tak. Poza tym Klusię więcej płacze, ma więcej powodów w końcu. A to tata wyjdzie z domu (siedzi i ryczy pod drzwiami, aż ją zabiorę i wymyślę nową rozrywkę). A to nie dam jej swojego telefonu (za bardzo się ślini i boję się, że mi go zaleje). A to nie wpuszczę jej na balkon popołudniu, bo jest dzikie słońce (mamy zachodnie okna). A to dziąsło nap... no właśnie. Niby taki etap, ale muszę postępować rozważnie, by jej się nie utrwaliło. Kiedy jej coś zabieram, albo nie pozwolę wziąć, albo nie pozwolę dokądś pójść, staram się dawać jej zamiennik. Nie dam Ci telefonu - dam Ci pudełko. Nie pójdziemy na balkon, ale tata zagra Ci na gitarze. Tata poszedł, ale niedługo wróci, chodź pójdziemy oglądać magnesy na lodówce. Ale oczywiście ryk jest nadal tylko krótki. Mamy nowych sąsiadów, właśnie się wprowadzili. Moja zemsta za ich wiercenie od 20 do 22 i parkowanie wozem przeprowadzkowym na trawniku jest słodka. Kluskę słychać solidnie do późna w nocy ;)


Ząbkowanie: nadal mamy siedem zębów, ale wszystkie znaki na niebie i ziemi mówią o przebijającym się ósmym. W wyścigu po nagrodę bałwanka startują górna prawa dwójka i lewa górna trójka. Można obstawiać zakłady. Mamy przekichane! ;)

25 komentarzy:

  1. Mała Klu bardzo urocza,
    a jak ja sobie przypomnę umilony czas mojego szkraba, haa i nie tylko chusteczki i klawiatura ale także garnki i garnuszki w ruchu, hoho, w kuchni czuje się do dziś jak prawdziwy, zawodowy kucharz... Pozdrawiamy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dałabym jej jeszcze durszlaki, pech że mamy ciężkie żeliwne starego typu i jeszcze się wstrzymuję.

      Usuń
  2. Przy czym Kluska wyjmuje przyprawy, a ja je upycham z powrotem... i tak można naprawdę długo

    OdpowiedzUsuń
  3. No, poprawiłam byka i dopisałam jedną zabawkę. Tata Kluski znalazł jeszcze fotkę z chusteczkami, wstawię ją do wieczora (znalazł, ale mi nie wysłł mejlem, więc nie wiem gdzie jest).

    OdpowiedzUsuń
  4. Za chwilę mąki i makarony pójdą w ruch, będzie zabawa w gotowanie;)
    Najgorsze są lekarstwa i chemikalia, bo to kolorowe i kusi...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda. Oczyszczam dom jak mogę, w najbliższych planach totalna demolka, bo niestety największe zło mamy w dolnych szafkach w łazienkach.

      Usuń
  5. Moje dziecko przeżyło w wieku niespełna dwóch lat płukanie żołądka;(
    Babcia upuściła fiolkę z lekarstwami i to była sekunda, kiedy młody wpakował sobie do ust różową tabletkę, czyli lek na serce.
    Ile sie dało, tyle mu z buzi wydarłam, bo to się natychmiast rozpuściło, ale lekarka, która poprosiłam po sąsiedzku spanikowała, no i wylądowaliśmy w szpitalu.
    Co dziecko przeżyło, dowiedziałam sie dopiero kilka lat później, kiedy mnie płukali:(
    A, szkoda gadać..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Biedne byłyście! Małe dzieci wszystko wkładają do buzi, ale do szpitala przybywa wielu pięcio, sześciolatków, którzy z ciekawości łykają baterie/guziki/monety. Zwykle je wydalają, ale czasem dzieją się dziwne rzeczy.

      Usuń
    2. Tacie Kluski kiedyś wyjmowano ryż dmuchany z nosa. Mnie tylko papierek od kredki z ucha. :))))

      Usuń
  6. pkt 1 - u mnie to samo;)
    pkt 2 - też:)
    pkt 3 i 4 - zabawa dla starszaka, uwielbia bawićsię w kucharza
    pkt 5 - nie dotyczy:)
    pkt 6 - tez nie dotyczy ten etap jeszcze przed nami
    pkt 7 - takie rzeczy mam pochowane przed dziećmi puste od razu wynoszę na śmietnik
    pkt 8 - takie same funkcje ma wiadereczko:) przydaje sie zwłaszcza starszakowi w piaskownicy, u młodszego te fuinkcje pełni pude klo po butach wypełnione zabawkami:)
    pkt 9 - nie dotyczy:)
    pkt 10 - szabrował starszak jak był w tym wieku
    pkt 11 - głównie starszak zwłaszcza jak to są siaty z zakupami.... jeszcze do tego z pytaniem :" mama kupiłaś mi ciastexczko?:)))))
    pkt 12 - idź do pkt 8
    pkt 13 - to samo. zarówno jeden jak i drugi w tym starszak z opcją wkładania
    pkt 14 - tez

    u mnie metoda ta sama tez stosuje zamienniki, ale przyjdzie czas ze to nie wystarczy:)))) wtedy juz trzeba rozpaczac etap ostrej szlifierki diamentowego charakteru zwany wychowaniem i stawianiem granic, do pewnego momentu da sie dziecko tak "robic w konia" al;e potem przychodzi czass ze dziecko sie "wycwania" i nie bedzie chciało zamiennika:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Domyślam się, że to tymczasowe rozwiazanie, potem będziemy biedni :))))

      Usuń
  7. u nas klawiatura był długo nr 1 :) i zwykłe kulki gniecione z papieru :)

    OdpowiedzUsuń
  8. że ja nie wpadłam na chusteczki!u nas też klawiatura i kalkulator, ale hitem była stara rura z odkrzacza. Marta od małego kochała klapki na muchy, kiedyś w kiosku ruchu przy zakupie czasopism pozwoliłam wybrać zabawkę, to wybrała packę ;) teraz hitem jest drapaczka do pleców, która służy do podawania krwistego mięsa tygrysowi ;) odkąd miała 9 msc i chodziła z podparciem to hitem były moje staniki zakładane na głowę, szyję, uszy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas odkurzacz odpada, parę razy użyliśmy "katarku" i mała nawet boi się zbliżyć, źle się jej kojarzy :(

      Usuń
  9. Chciałam coś dodać do listy interesujących (nie)zabawek albo powiedzieć, że tym też się Drago bawi, a tamtym nie. Ale nie dodam nic, bo lista pokrywa się w 100%. :)

    O, może jeszcze rzeczy, które można wkładać jedna w drugą. Typu magiczne kubeczki (http://pliki.nextkom.pl/fisher/krzeselko_do_karmienia/kubek2.jpg) albo zupełnie niemagiczne, za to hałasujące jak szlag metalowe kubki z szafki.

    Klu jest bardzo kumata, wcześnie ogarnia różne rzeczy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, fajna sprawa z tymi kubkami. Mamy kolorowe kubki z Lidla, którymi mała bawi się w kąpieli, zapomniałam ich dopisać, ale one mogłyby służyć za coś podobnego, ładnie wchodzą jeden w drugi. Co do wkłądania/wyjmowania mniejszych rzeczy z większych i na odwrót, to Klu ma takie sześciany-sortery-puzzle3d, których wyjęłam jedną ściankę. Ale że to zwykłą zabawka to nie pisałam. Mała jednym jest do przodu innym do tyłu, jak w życiu ;)

      Usuń
  10. Fajna ta twoja Kluska :D Mój Franek też się nudzi i na różne różniste sposoby go zabawiam, ale jakie to męczące niekiedy

    OdpowiedzUsuń
  11. Czy znacie jakiś blogujących rodziców, których dziecko chodzi do żłobka? możecie zapodać sznurki? dzięki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety nie, ale powiem też że do tej pory nie zwracałam na to uwagi. My omal nie żłobkowaliśmy, ale w końcu udało się nie.

      Usuń
    2. Rodzice, którzy wysyłają dzieci do żłobka pracują i nie zajmują się blogowaniem ;)

      Usuń
    3. E moment, ja pracuję od drugiego miesiąca Kluski, nie posłaliśmy do żłobka z powodu chęci babci, ale nadal nie jest to dla mnie problem, bo akurat mamy w okolicy jeden fajny prywatny. Natomiast uważam, że jeśli ma się możliwość bycia z dzieckiem dużo przez pierwsze lata życia, to trzeba korzystać, bo to są bardzo ważne lata w kształtowaniu się osobowości małego człowieka. Ale nie oznacza to z marszu, że hejterzę żłobki, kiedyś tak, ale po urodzeniu małej zmieniłam zdanie. Szczerze powiedziawszy przedszkole też będzie rozważane tylko w kwestii towarzystwa do zabawy, nie przechowalni, bo rodzice muszą pracować. Pracujemy w takim trybie, że możemy się zmieniać w opiece nad małą, a jak będzie starsza, to na wyjazdy pracowe nawet zabierać ze sobą. Ja to w ogóle pracuję w domu, zdalnie przez internet łącząc się z klientami, więc nie ma problemu.

      Usuń
    4. @anngta: A jeśli chodzi o mamy pracujące (dziecko z babcią), to jest to model bardzo popularny w Polsce (z musu, takie czasy). Mogę polecić bloga Ognistej

      Usuń
    5. @lavinka Dzięki za linka, ale tej krwistej czerwieni nie da się czytać, nie rozumiem po co ludzie ustawiają takie kolory, żeby odstraszać czytelników???
      W każdym razie jak jeszcze coś znajdziesz to podrzuć. Dzieki :)

      Usuń
  12. Boskie!Z pewnością kilka rad zapamiętam,np. pomysł z klawiaturą, bo reszta u nas podobna:)Całusy dla malutkiej:*

    OdpowiedzUsuń