12.12.18

Idą święta

Po wyjeździe Kluski (relacja będzie w innym wpisie) wracamy do codziennej rutyny. Z bólem, bo zimno, wieje i czasem pada. Nienawidziłabym grudzień gdyby nie Gwiazdka. Przedszkole Kluski przystrojone, ona równolegle uczy się tekstów na przedstawienie w szkole angielskiego i w przedszkolu (angielski umie, natomiast wyje, że nie dali jej głównej roli w przedszkolu i ma tylko śpiewać).


Znowu urosła, chyba z centymetr w kilka tygodni. To będzie ten sławny skok rozwojowy po wyrżnięciu się górnych jedynek. Znowu jej wypadł jakiś mleczak, już nie nadążam, który i gdzie, bo nowe zęby są szersze i rosną jakoś inaczej niż poprzednie.


Dziwna fruzyra na zdjęciach to afrykańskie warkoczyki. Będą tak
długo, jak się da. Szczęście, że małej nie trzeba myć często włosów, to trochę je ponosi.

Ledwo wróciła, a załapała się na coroczne kiermaszowe warsztaty bombkowe.

A i jeszcze jeździ rowerem, czasem własnym, a czasem w foteliku z tatusiem. Ja jeszcze się nie wyrywam, ale ręka już lepiej, nie potrzebuję ortezy.


Na placu zrobili już ozdoby, byłyśmy, zwiedzałyśmy. Aż się zachciało własnej choinki, to ją przytargałam z piwnicy i pomału ubieramy.


Charakterek się pannie klaruje, że tak powiem. Nadal potrafi skoro świt zrobić cyrk o niepasujące do sukienki skarpety, nadal budzi się nieprzytomna i nadal na wszystkich warczy. Cierpliwie znosimy, bo później jest do rany przyłóż, tylko z rana gryzie. ;)

7.12.18

Czarowanie przez czytanie – „Muminki”

Podobno są pechowcy i są szczęściarze. Nie wierzę w ten podział, dżings polega na tym, by szczęście, które się nam przytrafia, po prostu zauważyć.


Muminki.


Te dziwne stworki oraz ich przyjaciół poznałam w pierwszej klasie szkoły podstawowej. Poleciła mi je pani bibliotekarka. Zaczęłam od środka, od "Zimy muminków" i zakochałam się. Nie wiem, czy polubiłabym Muminki gdyby nie ta książka, chyba najbardziej nostalgiczna i pełna zadumy nad uśpionym światem Skandynawii podczas ciemnych dni bez słońca.

Jako że w akcji "Czarowanie przez czytanie" pojawił się temat Muminków, od razu wiedziałam, że lecimy do biblioteki po "Zimę". Żeby od niej zacząć i przy okazji zrobić lekcję astronomii, pór roku, dlaczego są różnice dnia i nocy. Ale nagle "Zima" zniknęła z katalogu komputerowego, zostały tylko nowe zbiorcze "Muminki" jako całość. Co jest? W naszym mieście trwają przenosiny paru bibliotek i remonty, pomyślałam, że to magiel w magazynie.

A jednak nie. W naszej bibliotece jest półka "do dawania i brania", można na niej zostawić książki dla innych, można zabrać książki, które ktoś zostawił lub biblioteka się pozbywa. Przy okazji wizyty w bibliotece tata Kluski spojrzał na półkę, a tam.... Muminki z demobilu! Trzy książeczki z mojej ulubionej serii, trzy z nieco nowszej, ale najważniejsze, że oddzielnie! Nie lubię zbiorczych cegieł, ciężko się je czyta w łóżku. A takie maleństwa są super.

I teraz są nasze. Do czytania. Na zawsze.


To się nazywa mieć szczęście w życiu, nie?

Ponieważ Kluska teraz siedzi na wakacjach w ciepłych krajach, nie zdążyłyśmy przeczytać w listopadzie całości "Zimy", ale sporo. Dla Kluski Muminki oryginalne są nieco za trudne, ale doskonale usypiają. To nasza książka na koniec dnia, kołysankowa.

Prócz zwykłych Muminków mamy też w domu coś bardziej na poziomie młodszych dzieci, bardziej na luzie, pisane prostym językiem. To dla odmiany czytamy podczas kąpieli, w wannie. Gorąco polecam, choć fanom oryginalnej serii może przeszkadzać spłycenie tematu. "Wesołe kąpiele i inne opowiadania" z serii "Opowieści z Doliny Muminków.


Poza tym nie wiem czy wiecie, ale w Finlandii jest Wyspa  Muminków Naantali na wyspie Kailo. Park z prawdziwym domem i imprezami. To jedno z miejsc, o którym marzę od lat. :)



LINK do google maps
LINK do fb
LINK do strony parku

Z tematyki Muminków mamy jeszcze filmy na dvd, ale chyba tylko jedną płytę udało się odpalić. Jakoś tak w książkach bardziej lubimy, choć seria jest dość wiernie zanimowana jeśli chodzi o treść książeczek.

Nie wiem, czy uda mi się zarazić Kluskę swoją miłością do Muminków, teraz ma tylu innych ciekawych bohaterów do wyboru... grunt by książki pozostały w jej życiu przyjaciółmi. :)

25.11.18

Tysiąc dwadzieścia dwa kilometry na rowerze

Otóż śmiem donieść, że Klusencja w tym roku przebiła tysiąc kilometrów na rowerze. To znaczy w przyczepce, foteliku i na rowerze własnym Kwiatuszkiem zwanym. Ostatnio sporo jeździ pomimo niskich temperatur i żyje. Chyba tylko raz odpuściliśmy sobie z powodu pogody, bo bałam się oblodzonego chodnika (później wyszło, że niepotrzebnie, bo jednak o 8 temperatura już była na plusie).


Przez jakiś czas Kluska jeździła na hulajnodze, ale stwierdziła, że nuda i woli rowerem. Jak pada deszcz, to wkłada na głowę kaptur i jedziemy. Nie da się? Da.

W przedszkolu przypinam rowerek łańcuchem z kłódką do płotu na dziedzińcu. I już. Popołudniu odbiera dziecię tata i zdarza się, że młoda nie chce wracać prosto do domu i żąda pobytu w bibliotece. To jadą dookoła i z 3 kilometrów robi się dzienny dystans nawet 6. Bo czasem odwiedzają biblioteki trzy. Na szczęście ostatnio otworzyła się kilkaset metrów od domu jeszcze jedna, to czasem udamy się pieszo. :)