17.8.18

BUG: kolorowy zawrót głowy

Od dłuższego czasu katujemy różne gry karciane, planszowe, kościane... dziś na tapecie mamy grę BUG wydawnictwa Zielona Sowa (gra na stronie wydawnictwa). Nie będzie to recenzja, a w każdym razie nie do końca recenzja, a jakby suplement do instrukcji z kolejnymi propozycjami gier, bo Tata Kluski lubi modyfikować, lub nawet wymyślać nowe gry karciane.



Nazwa BUG dla tej gry, to gra słów - "bug" po angielsku oznacza "owad", a w żargonie komputerowym "błąd", w grze mamy właśnie do czynienia jednocześnie z owadami i błędami. Gra polega w skrócie  na zapamiętywaniu owadów na kartach (pięć różnych owadów w pięciu kolorach), a następnie odpowiadaniu na pytania ile było owadów (np. pszczół, owadów zielonych, skrzydlatych itp.)

W zestawie mamy 32 dwustronne karty (z jednej strony kolorowe owady, z drugiej pytania), planszę do zaznaczania odpowiedzi i żetony do zaznaczania odpowiedzi i błędów (żetonów jest po pięć w pięciu kolorach).




Owady występujące na kartach, a modliszka na żetonach. Grafika jest dosyć prosta, ale wprost hipnotyzująca, a od mrowia kolorowych insektów można po prostu dostać zawrotu głowy.



W instrukcji są propozycje dwóch rozgrywek przy pomocy zestawu ( skan instrukcji, film na youtubie z instrukcją)

1. BUG: Podstawowy


Wykładane są kolejno trzy karty z owadami i mamy po 10 sekund by się każdej przypatrzeć, a ostatnia jest przykrywana pytaniem. Następnie każdy zaznacza swoim żetonem odpowiedź na planszy. Teraz odsłaniamy jeszcze raz karty i liczymy owady by poznać prawdziwą odpowiedź. Jeśli ktoś się pomyli, musi położyć jeden żeton przed sobą.

Wygrywa osoba z najmniejszą ilością żetonów-bugów przed sobą.



2. BUG: Pojedynek

Gra dwuosobowa -  jedna osoba kładzie przed drugą trzy karty z owadami i daje jej np. 15 sekund na przypatrzenie się i zapamiętanie owadów. Następnie tylko jedną z kart odwraca na stronę z pytaniem i teraz ta druga osoba ma odpowiedzieć na to pytanie o owady na tej właśnie odwróconej karcie (jeśli się pomyli, dostaje buga).

Następnie pierwszy gracz musi stwierdzić, czy ten drugi odpowiedział prawidłowo, czy się pomylił (jeśli źle stwierdzi, to dostaje buga). Dopiero na koniec odwracamy kartę, liczymy komisyjnie owady i przyznajemy bugi (lub nie). No i znów przegrywa osoba z największą ilością bugów.




Z doświadczenia wiemy, że jeśli dajemy dziecku grę, gdy jest na granicy minimalnego wieku oznaczonego na pudełku, to zwykle taka gra jest dla niego za trudna i trzeba nieco uprościć zasady, tak było i tutaj... z jednym zastrzeżeniem, nawet dla nas gra była za trudna! No dobra, przyznajemy że nie jesteśmy zbyt dobrzy w grach pamięciowych, poniżej nasza wersja uproszczona:

3. BUG: Uproszczony

Kładziemy jedną kartę owadami do góry, przyglądamy się i staramy zapamiętać owady, po czym odwracamy na stronę z pytaniem i zaznaczamy odpowiedzi. Przyznajemy graczom bugi, albo i nie.

Okazuje się, że nawet ta uproszczona wersja jest dosyć trudna, a Kluska też nie jest dobra w grach pamięciowych, na przykład nie jest miłośnikiem gier typu memo, więc wyćwiczona w nich nie jest, dlatego nawet ta wersja była dla niej nieco za trudna - przy trudniejszych pytaniach szybko podglądała drugą stronę karty. Na blogach czasem czytamy o dzieciach, które uwielbiają memo, po takim treningu, pewnie jest im nieco łatwiej.



4. BUG: Liczenie

Po prostu dajemy każdemu graczowi trzy karty (lub więcej), wykładamy pytanie i liczymy owady.

Czyli jeszcze prostsza gra (a właściwie ćwiczenie), dla sześciolatki to bułeczka z masełkiem, serkiem i pomidorkiem, ale mając grę pod ręką, możemy też młodsze dzieci nią zająć. Dobra jest też jako wstęp przed trudniejszymi rozgrywkami, żeby zapoznać się z występującymi owadami i nauczyć szybko je rozpoznawać.




5. BUG: Wojna

Gracze dostają po trzy karty (my graliśmy w otwarte), a następnie z kupki pozostałych kart rzucamy kartę z pytaniem. Każdy z graczy ile ma owadów spełniających kryteria pytania, a następnie na środek wysuwa kartę, na której jest ich najwięcej. Gracz który ma więcej owadów (na zdjęciach poniżej - 5 owadów ze skrzydła) zdobywa kartę pytania.

Karty wyłożone na środek zbieramy i wsuwamy pod spód kupki, z wierzchu kupki rozdajemy karty graczom by znów mieli po 3, wykładamy też kolejne pytanie. Jak jest remis, to karty wracają do graczy, a my wykładamy kolejne pytanie.

Gramy do momentu aż skończą się karty na kupce, lub nam się znudzi, wygrywa osoba, która zdobyła więcej kart.

opcjonalne zasady:
- w przypadku remisu karta pytania może wrócić na spód kupki, ale może zostać i wtedy gracze grają o dwie karty, a jeśli znów są remisy to o trzy, cztery...
- dla trzech graczy można rozdać po dwie karty - mniej remisów.






6. BUG: Wyścig

Tym razem typowa planszówka, tylko zamiast kostki używamy kart. Najpierw przygotowujemy planszę do gry - rozkładamy na niej białe żetony* jako przeszkody, na tych polach nie będzie można stanąć. Żeby wylosować pola do postawienia zawalidróg, użyliśmy kostki dwudziestościennej, ale przy jej braku, można równie dobrze wykonywać rzuty trzema, czy czterema kostkami sześciennymi.




Naszymi pionkami są żetony, każdy gracz ma inny kolor, poniżej gramy dwoma pionkami-żetonami, ale można użyć dowolnej ich liczby. Rozdajemy więc żetony i po trzy karty każdemu z graczy.

Następnie z kupki wykładamy kartę pytania i każdy z graczy liczy ile ma na każdej karcie owadów odpowiadających tym z karty pytania (przykładowo dolny gracz ma 2, 3 i znów 2) - o tyle pól jeden z żetonów może się ruszyć do przodu. Wybieramy, którą kartę użyjemy do poruszenia żetonu, a następnie odrzucamy ją na bok i bierzemy nową z kupki.

Na koniec gdy wszyscy po kolei wykonają ruch (lub stwierdzą że nie mają ruchu), odrzucamy również pytanie na bok i z kupki kładziemy następne rozpoczynając kolejną rundę. Jak skończą się karty na kupce, tasujemy stos odrzuconych kart i robimy z nich nową kupkę. Wygrywa ten, kto wszystkimi pionkami-żetonami ukończy wyścig.

Różne warianty zasad wyliczam poniżej.

Rozpoczęcie gry:
- nowy żeton włączamy do gry bez dodatkowych warunków i przemieszcza się o tyle pól, ile mamy na karcie
- nowy żeton może wystartować, jeśli jeden z owadów odpowiadających na pytanie jest w kolorze naszych żetonów, wtedy nowy żeton-pionek kładziemy na polu 0

Zajęte pola:
- nie możemy wejść swoim żetonem, jeśli jest na nim żeton innego gracza, lub biały, jeśli nie mamy żadnej możliwości ruchu tracimy rundę
- nie możemy wejść na pole z białym żetonem, ale na każde pole może wejść kilka kolorowych żetonów
- nie możemy wejść na pole z białym żetonem,ale możemy zbić żeton innego gracza, który wraca przed start

Dojście do mety:
- żeton kończy wyścig gdy opuści pole nr 24
- żeton kończy wyścig gdy stanie dokładnie na polu nr 24 (liczba ruchów musi być dokładnie taka by stanął na polu nr 24, nie większa)





7. BUG: Żądania

Z kart pytań odkładamy na bok po jednym owadzie każdego rodzaju (albo po dwa owady). Każdy dostaje po trzy karty. Kolejno każda osoba wybiera jedną kartę owada, żeton koloru i kładzie je na środek mówiąc np. "Żądam fioletowych jelonków". Każdy rzuca na środek wszystkie swoje karty, które mają żądanego owada.

Karty ze środka zbieramy na bok, z kupki dajemy każdemu karty by znów mieli po trzy i kolejna osoba wysuwa żądanie. Gramy aż zabraknie kart owadów używanych do żądania.

My graliśmy w otwarte karty i nie rywalizowaliśmy  o karty, ale można ustalić, że kto wyrzuci najwięcej zażądanych owadów zdobywa kartę. Najsensowniej jest w to chyba grać z zasłoniętymi kartami i żeby było sprawiedliwie, warto zagrać tyle tur (każda tura 5 żądań owadów) ile jest graczy, tak by każdy gracz zaczynał którąś turę. Punkty po każdej turze można zaznaczyć żetonem na planszy.






8. BUG: Przebijanie

Rozdajemy po trzy karty, jedną kartę na początek kładziemy pośrodku stroną z kolorowymi owadami do góry. Z kupki kładziemy kartę z pytaniem. Zaczyna wybrany gracz i musi dołożyć na środek kartę na której jest tyle samo lub więcej takich owadów z pytania, niż na karcie która jest na stole.

Następnie swoje ruchy wykonują kolejni gracze. Gdy ktoś nie może położyć karty, mówi PAS (a co, jak karty, to karty!), kartę z pytaniem zdobywa gracz który jako ostatni przebił karty na stole i on zaczyna kolejną rundę z kolejnym pytanie - ale najpierw z kupki rozdajemy graczom karty by mieli po trzy i dopiero z nij wykładamy pytanie.

Jeśli trafi nam się pytanie o ilość kolorów lub owadów, to oczywiście możemy i z nią grać, ale my po prostu odkładaliśmy ją na bok (przy następnym uzupełnianiu kart graczy zużywaliśmy tę kartę) i losowaliśmy następne pytanie. Gdy skończą się karty na kupce, zostawiamy na stole tylko górną kartę, a resztę tasujemy i robimy z nich nową kupkę.






W powyższe gry graliśmy w 2 lub 3 osoby (co oczywiste, takie jak Wyścig, Żądania, czy Przebijanie są fajniejsze dla 3 osób), w większości można też w nie też grać w więcej osób.



Gry karciane mają to do siebie, że zazwyczaj można za ich pomocą można przeprowadzić wiele różnych rozgrywek, przykładem jest klasyczna talia kart, przy pomocy której można zagrać w setki (jeśli nie tysiące) różnych gier.

Tutaj może karty nie dają chyba aż takich możliwości, ale zestaw kart... a właściwie dwa, jeśli każdą stronę policzymy osobne, też daje sporo ciekawych, zwłaszcza że  o dyspozycji są także plansza, żetony, czy kostka (a kostkę chyba każdy ma w domu). Powyższe pomysły na gry nie wyczerpują oczywiście potencjału BUGa i pewnie każdy może wymyślić jakąś własną grę.

A my jeśli jeszcze coś grywalnego wymyślimy, to uzupełnimy powyższą listę.

27.7.18

Kluska lubi ogórki

Nie ma większej frajdy niż jakiś piknik z udziałem starych autobusów. Kluski nie trzeba namawiać, zawsze i wszędzie. A to przy okazji Nocy Muzeów, a to innej imprezy.


Ogórek to popularna nazwa Jelcza 043, który w latach 60 i 70 zdominował polski rynek komunikacji miejskiej i podmiejskiej. Produkowano go do roku 1986, ale w latach 80 już niewiele z nich jeździło w miastach, raczej obsługiwały pksy. Ja urodzona w 1977 już się na warszawskie Ogórki nie załapałam, jechałam tylko kilka razy na koloniach. Miały bardzo wygodne siedzenia, ale niestety okropnie w nich śmierdziało benzyną i spalinami, co niestety źle na mnie wpływało. Ale teraz chyba są w lepszym stanie technicznym, bo jechałam muzealnym ogórkiem kilka lat temu i te kilka przystanków wytrzymałam.


Kluska nie cierpi na żadne problemy podczas jazdy pojazdami spalinowymi, więc to jej nie dotyczy.Kasowanie biletu zawsze na propsie, czy to elektronicznie, czy po staremu wajchą. ;)

Oprócz Ogórków na takich wystawach bywają inne Jelcze, nieco młodsze, które pamiętam z dzieciństwa. Czasem też trafiają się Ikarusy.
A czasem całkiem nowoczesne modele.
Ale co omnibus, to omnibus. Tylko konie wcięło ;)

Fajnie jest też zajrzeć pod spód.


A to niespodzianka, bo tramwaj. :)


Jednak jazdy Ogórkiem nic nie przebije.


19.7.18

Wakacje na plaży

Wszyscy pojechali nad morze, a nam ostatnio otworzyła się plaża po remoncie kilka kilometrów od domu. To pojechaliśmy, a co. Wyszło pięć do cienia, bo niestety słońce wyszło zza chmur w tym samym momencie, w którym my z domu. Tu trzeba dodać, że nie przepadamy za smażeniem się na słońcu w upały, raczej wolimy niższe temperatury a latem chociaż cień.


Na szczęście w pobliżu plaży remont przeżyło kilka drzew i w ich cieniu rozbiliśmy nasz mały obóz hamakowy. Ledwo mi starczyło liny, bo odległość między pniami okazała się spora. Zalew Żyrardowski może nie nadaje się najlepiej do kąpieli, ale do budowania zamków z piasku jest w sam raz.

Po drodze przytrafiła się nam mała awaria, Klusce spadł łańcuch, przez co nie mogła pedałować. Na miejscu usiadłam w wolnej chwili i naprawiłam.



Kluska najpierw zbudowała wulkan (woda miała być lawą), a potem razem z tatą zrobili model grodziska wczesnośredniowiecznego z fosą. W sumie chyba już pora, by zacząć ją wozić po grodziskach, nadszedł wiek, kiedy zaczyna się rozumieć historię i grodzisko przestaje być tylko "górką".


Oprócz tradycyjnego żarełka i kawy zbożowej posilaliśmy się strawą duchową, a dokładniej tata Kluski czytał nam felietony Wiecha. Idealne na wakacje, krótkie opowiadania o przedwojennej lub tużpowojennej Warszawie. Dla mnie, Warszawianki z przysłowiowego dziada pradziada - mają one szczególną wartość.


Prócz plaży zwiedziłyśmy z Kluską plac zabaw z zielonym labiryntem, ale nie zabrałam ze sobą aparatu, to musicie uwierzyć na słowo. Plac zabaw jest jakości przyzwoitej, niestety całkowicie nasłoneczniony, więc szybko z niego uciekłyśmy do cienia. Mam za to zdjęcia z innej wycieczki, jak to wygląda.

Zebraliśmy się ekspresowo z powodu nadciągającej burzy i dzięki temu zdążyliśmy przed zlewą. Latem niestety trzeba się ścigać z deszczami i burzami podczas wycieczek.


7.7.18

Kiełbaska z ogniska!

Już dawno temu obiecaliśmy Klusce kiełbasę z ogniska, ale jakoś nie mogliśmy się zebrać. A przecież do tak zwanego miejsca wyznaczonego nie mamy daleko. W końcu pojechaliśmy licząc, że może do 14 nie będzie jeszcze upału w leśnym cieniu i rzeczywiście, nawet było czasem chłodnawo, że aż żałowałam niezabrania bluzy i ukradłam Tomiemu na chwilę flanelkę.



Zanim zrobi się ognisko, trzeba skombinować drewno, co też uczynił Tomi z małym pomocnikiem.





Ognisko zrobiliśmy malutkie, ot tyle by upiec kiełbaski. Wzięłam dokładkę. Klusce jedna wystarczyła. Twierdziła, że na wyjeździe z dziećmi z przedszkola kiełbaska była smaczniejsza. Może inny gatunek, a może tamta była grillowana? Nie mam pojęcia.






Nasz nowy pojemnik na żarcie. Bardzo praktyczny, elementy mogą podróżować osobno lub skręcone razem. Kubek metalowy dla skali ten 3/4, nie typowy duży.





Hamak musi być, chociaż odległość między drzewami była trochę za duża i musiałam z jednej strony zawiązać pojedynczo, co skutkowało zsuwaniem się w dół pod naszym ciężarem.



Graliśmy też w grę kostkową z biblioteki, wyrzuca się dowolne obrazki i trzeba z nich wymyślić historię o panu Marianie, hihi.


Wracaliśmy przez las i skrzynkę Filipsa, baaardzo szybka skrzynka ze względu na komary, które omal nas żywcem nie pożarły. Mała wymiana fantów i wrzuciłam geokreta. My już mieliśmy skrzynkę znalezioną dawno temu, ale Kluska jeszcze nie. Ze względu na gryźlice zrezygnowaliśmy z szukania czegoś innego po drodze.



Skrzynka




A wieczorem Kluska jeszcze poszła na rower i naprawdę sporo jeździła, najpierw sama, potem z przyjaciółką, którą wyciągnęła na dwór z pomocą domofonu (sama sięga do przycisków).


Czy Wasze córki chodzą po drzewach? Bo moja tak. :)

5.7.18

Wycieczka do Błonia!

Trochę spóźniona wycieczka do Parku Bajka w Błoniu, gdzie co roku jeździmy na totalne wybawienie. Zdarzył się jeden chłodniejszy dzień, ale nie zimny i bez deszczu, to trzeba było rzucić wszystko i pojechać, bo zaraz upał będzie, a to jeszcze gorsze. Byliśmy w upalny dzień w zeszłym roku i nieco się umordowaliśmy, choć Kluska jak zwykle przeszczęśliwa. Trasa ta sama z lekkim objazem, bo gazociąg się remontuje. "Ten" gazociąg. Dzięki temu wiemy, którędy leci. ;)









Kluska zgłodniała po zjedzeniu pierwszych racji żywnościowych już w Baranowie, więc zrobiliśmy krótki popas żarciowy. Ostatnio Tomi wozi kawę i warzywa w specjalnym plastikowym pojemniku, który dostał na dzień taty. Bardzo przydatny, można go łączyć, można trzymać oddzielnie od drugiego. To tu Kluska zaczęła skandować hasła "Jeść! Pić! Coś tam! Jeść! Pić! Coś tam!" - spodobało mi się i dlatego nazwałam wycieczkę właśnie tym mianem. Jak zwykle Kluska jadła niemal bez przerwy. Gdzie ona to mieści?





Przejazdem pomachaliśmy też Pisi Tucznej ze smutkiem przyznając, że kiedyś tu będzie lotnisko. Le bu.





W Błoniu odwiedzamy pomnik Pchły Szachrajki i czytamy fragmenty wiersza o niej. Kiedyś już tu byliśmy z Tomim, ale w weekend, a w weekend teren jest zamknięty, bo to jakaś poradnia. Dziś wtorek, to się udało.







Wokół był miły ogródek, więc jeszcze pofociłam Klusencję. Tylko mi ostrość zabiło.







W Parku Bajka nieco zmian, naprawili fabrykę piasku, za to ogrodzili wszystkie wieloryby z trawy, które odrastają powoli. Zielona zjeżdżalnia nadal niedostępna (w remoncie jest też kącik muzyczny, działają tylko jedne rury i bębny bez jednego), ale nie marudzimy, bo i tak Kluska siedzi głównie w wiosce indiańskiej z fabryką. Odwiedza też często gabinet luster. Ciekawe, za pierwszym razem się ich bała. Biegamy jeszcze kilka razy po terenie, a to wielkie leżaki, a to szachy, a to sieć dla starszych dzieci, a to fontanna i tak robi się późne popołudnie, czas się zbierać.







Pacman!



























A to nasze ulubione rybki po drodze.



W drodze powrotnej utykamy na przejeździe kolejowym. Jeden pociąg. Drugi pociąg... minęło 10 minut i nadal czekamy na trzeci. Tomi zauważa, że przejazd na horyzoncie jest otwarty i auta jeżdżą, tylko my stoimy. Postanawiamy obejrzeć go z bliska i przejechać tamtędy. Co prawda w międzyczasie pociąg nadjeżdża i oba szlabany się otwierają, ale odkrywamy, że na pozornie ruchliwszej trasie ruch jest jednak mniejszy niż po otwarciu szlabanów na tej mniej używanej.



Jedziemy dalej wśród coraz wyższej kukurydzy i krowich pastwisk. Widzimy kilka bocianów, krów, kury, koguta i słyszymy pasikoniki. Na wiadukcie nad autostradą Kluska namawia Tomiego na ponowny zjazd, ja zostaję na przystanku i czekam na nich. A oni mi uciekają. Ale niedaleko. ;)