2.11.18

Czarowanie przez czytanie – „Miłość”

Wiecie jak to jest mieć ulubiona książkę o miłości? O zajebiaszczej pandzie? I ją zgubić we własnym domu? Leżała na wierzchu! Wcięło, nie ma, zniknęła jak kamfora, kamień w wodę a śliwka w kompot. W domu z tysiącem książek książki gubią się każdemu bez przerwy. Bezustannie ich szukamy. Jedną książkę znalazłam po kilku latach, wpadła za łóżko. Mam nadzieję, że tę o pandzie znajdę wcześniej.

Postanowiliśmy rodzinnie dołączyć do zabawy w czytanie. Z miłości do czytania rzecz jasna. U nas nie czyta się 20 minut dziennie, tylko 20 minut na godzinę. ;)

Z braku miłosnej książki podrzucam kilka nowości i nienowości wyrwanych z biblioteki, naszego drugiego domu. Już nawet spod lady dostajemy, to znaczy zanim się pojawią na półkach, ledwo wejdą do systemu.

Na dobranoc czytaliśmy książkę o miłości do podróżowania czyli "Afryka Kazika" Łukasza Wierzbickiego. My z tatą Kluski od lat jesteśmy wielbicielami Kazimierza Nowaka, czytaliśmy jego wspomnienia i super, że powstała lajtowa wersja dla dzieciaków. Bo oprócz czytania książek jesteśmy miłośnikami podróży. Tylko bardziej w chłodne miejsca, a nie gorące.



Następna książka to "Tato, w studni nie ma wody" Markusa Majaluoma- czyli książka o miłości do dzieci, krzywych domów i upierdliwego sąsiada. Można się popłakać ze śmiechu, naprawdę. Tego jest więcej, bo to seria. Kochamy fińskie bajki.


"Krowa Matylda nie chce się kąpać" Alexandra Steffensmeiera czyli o miłości do wody inaczej. Krowia seria bardzo nadaje się do początków czytania, bo ma dużo obrazków i niewiele treści. Za to dużo się dzieje i jest śmiesznie. I nijak nie mogę więcej napisać, bo każda uwaga jest spoilerem i psuje finał.


"Rodzina sztućców" Madleny Szeligi. Nie wiem jak Wy, ale my lubimy jeść. Zwłaszcza Kluska. Zatem książka o sztućcach musiała przywędrować do naszego domu choć na chwilę. Z miłości do jedzenia rzecz jasna. Uwaga na niewyparzoną gębę dziadka. Potrafi zaleźć za skórę, ale mama łyżka umie się odciąć. ;)


Co to jest miłość do książek? To taka miłość, że nam się książki nie mieszczą. Dlatego prawie już ich nie kupujemy. Póki co brakuje nam miejsca nawet na te z biblioteki. To tylko półka dziecka. Nie licząc wypożyczonych. Jeszcze jeden stosik jest u mnie w pokoju.


Z biblioteki wypożyczamy raz w tygodniu całe kupki. Na kartę elektroniczną można wypożyczyć ich siedem. Ale w mieście jest kilka filii biblioteki i w każdej norma siedmiu obowiązuje. To wychodzi czternaście, a bywa że więcej!


W związku z czym nie mamy czasu na nic innego, tylko czytamy, czytamy, czytamy. Pół godziny w kąpieli (albo dłużej), pół godziny przed snem, ze dwie godziny między przyjściem Kluski z przedszkola a kolacją. Na zmianę czytamy we trójkę, bo babcia też wnuczce czyta. Ratunku! ;)



Na szczęście czasem można pójść poczytać do parku.




Albo w lesie w hamaku



A jak nie czytamy, to bawimy się w bibliotekę.



Na wycieczkę do lokomotywy obowiązkowo książka o pociągach.



I jak tu nie kochać książek?


Uwaga! Znalazłam zgubę!



To taka milutka książeczka z serii za 5zł. Ale jest tak urocza i pełna miłości, że nie znam lepszej. To po wspólnym przeczytaniu tej książki moje dziecko z ciężką mową nauczyło się frazy "Kocham Cię". :)