12.6.18

Rowerowa wycieczka do Radziejowic

Jeden dzień chłodniejszy, to wybraliśmy się do lokalnej atrakcji, chyba mało docenianej przez okolicznych mieszkańców. A może i lepiej, bo dzięki temu w tygodniu nie ma tu tłumów, tylko pary od sesji fotograficznych przemykają się po parku. A my tym razem zamiast do parku, w pierwszej kolejności uderzamy do Arki Wilkonia.
Ale najpierw trzeba było do niej dojechać! Mamy do niej blisko, kilkanaście kilometrów, ale że rzadko jedziemy tam najkrótszą trasą, bo jest nieco ruchliwa. Jak na złość padły mi baterie w aparacie, więc tylko komórkowałam, a tata Kluski zapomniał karty do swojej małpy, więc miał w pamięci aparatu miejsce na zaledwie kilka zdjęć. No trudno.
Wybraliśmy się z naszą przyczepką dalekobieżną Weehoo I go, trza korzystać, póki Kluska jeszcze nie wyrosła, a już wzrostowo mamy ją ustawioną na maxa. Po drodze zrobiliśmy mały postój, bo dziecię się zaczęło nudzić (prezenty kwiatkowe i żarcie tym razem nie wystarczyło). Kluska zapisywała trasę w notesie (pomagałam dyktując literki nazw ulic).
Kluska zwiedzała Arkę w zeszłym roku, ale pechowo trafiła na okres, gdy część zwierzątek była w renowacji, mniejsze zdaje się też zaginęły (zajączek i parę mniejszych ptaszków). Zatem mieliśmy apdejt. Jest tu też skrzynka geocaching. Podobało się.
Arka położona jest na brzegu malowniczego stawu powstałego dzięki wodom przepływającej obok parku Pisi Gągoliny. Można nawet oglądać w nim małe rybki. Spotkaliśmy też poczwarki biedronek.
Siedzieliśmy sobie tam parę godzin, bo i też do oglądania jest galeria rzeźb, dworek i w ogóle cisza i spokój. W galerii jest jedna rzeźba, której kopię można spotkać w warszawskim AWFie (przy wejściu).

A po spacerze parkowym podjechaliśmy do lasu obejrzeć "bobrze jeziorko" i tamę z daleka.

Wracając zahaczyliśmy o ambonę, ale że miały tam domek osy, należało ją szybko opuścić. Latem ambony niestety nie są zbyt bezpieczne, pół biedy osy, zdarzają się nawet szerszenie. Dlatego nie polecam, raczej wczesną wiosną lub późną jesienią, kiedy owady jeszcze śpią.
I jeszcze zbieranie kwiatków na brzegu pola, po którym Klusce zabroniłam chodzić, bo nie chodzi się po chlebku i kluseczkach. :)