17.1.13

Babcia na urlopie

   Babcia to skarb, nie trzeba o tym pisać. Babcia na miejscu do pomocy to skarb podwójny. Co prawda tylko w weekendy i niektóre wieczory, ale dla nas pomoc to nieoceniona. Mądrze doradzi, pobuja, ponosi na rękach, wykąpie. Bez niej dwójka lamerów (czyli ja i tata Kluski) nie dalibyśmy sobie rady. A teraz wyjeżdża na zasłużony coroczny urlop, na trzy tygodnie. Zostajemy sami i trochę zaczynamy się bać.

A ja umiem pić z kubeczka!

   Pierwsze dni są niegroźne, wszak zostawaliśmy z Kluską na dłużej. Ale nigdy aż tak. W międzyczasie musimy odbębnić dwa szczepienia i kto wie, czy nie pierwszy ząbek. Póki co się nie zanosi, ale kto wie, co to będzie za dwa tygodnie? Na kolejnym polu sprawdzają się moje teorie dotyczące bycia rodzicem. Na przykład takie, jak piękna jest zgrana rodzina wielopokoleniowa, gdzie dziecko jest traktowane jako członek całej rodziny, a nie tylko własność rodziców. Gdzie każdy ma prawo wyrazić swoje zdanie i to zdanie jest brane pod uwagę przy podejmowaniu decyzji. Ostateczne należą do nas, jednak co trzy głowy to nie jedna. Przed urodzeniem Kluski wydawało mi się, że dwie, trzy osoby do opieki nad dzieckiem powinny wystarczyć. Teraz widzę, że ledwo, ledwo. Opieka w pojedynkę jawi mi się jako koszmar. Zdecydowanie duże rodziny mają łatwiej. Ktoś ugotuje, ktoś posprząta, ktoś zajmie się dzieckiem na moment. Oczywiście to nie muszą być osoby spokrewnione, pisząc rodzina mam na myśli grupę bliskich osób w różnym wieku, takie grono dobrych "cioć" i "wujków" jak w Dzieciach z Bulerbyn. Dziś, kiedy ludzie często wyprowadzają się daleko od rodzinnych domów, pojęcie rodziny bardzo się zmieniło. Duże znaczenie ma tu wzajemne zaufanie i lubienie się. Jeśli ktoś nam grał wcześniej na nerwach, to przy dziecku wkurzać będzie nas podwójnie. Rodzina czy nie - osoby wkurzające powinny bywać w domu rodziców jak najrzadziej. Ale też czasem dopiero wtedy docenia się niektóre osoby, które może nie były święte, ale ich wsparcie okazało się na wagę złota.

Mamy w rodzinie słabość do owiecek ;)

   Tu muszę przyznać, że mamy szczęście. Nie każdy rodzic ma kogoś bliskiego pod ręką, często jest zdany na pomoc obcych ludzi, na dodatek musi im za to płacić. Z jednej strony to wygodne, bo zawsze można tego kogoś zmienić (z rodziną jest to bardziej skomplikowane), z drugiej dość skutecznie topnieją konta i świąteczne skarpety. Na dodatek nie spłacamy kredytu, nie wynajmujemy mieszkania. Co prawda warunki są średnie, mieszkanie powinno zostać gruntownie wyremontowane, ale da się w nim mieszkać. Dzięki temu stać nas na nierefundowane szczepienia, droższe zabawki, nowe ubranka. Ale i tak oszczędzamy, szukamy promocji, kupujemy używane rzeczy na allegro. Mieszkanie z dziadkami jest obecnie mało modne, często wytyka się je jako brak samodzielności. Gwiżdżę na samodzielność, jestem z natury hedonistką, jeśli ktoś może i chce ułatwić mi życie, skorzystam z tego na pewno. Mieszkanie na kupie ma swoje minusy, ale u nas akurat one chyba nie występują. Babcia Kluski jest osobą niewierzącą (brak nacisków na chrzest), nowoczesną i tolerancyjną (np. była na manifie). Tak sobie myślę, że gdyby więcej było takich babć i dziadków (z przyczyn losowych Kluska nie ma ani jednego dziadka), młodzi nie musieliby przed rodzicami uciekać, żeby być sobą i spokojnie chować dzieciaki zgodnie z własnymi przekonaniami. Z drugiej strony dziadkowie też mają swoje życie, trudno oczekiwać od nich, że się zajmą wnukami jak zawodowe opiekunki. To chyba kwestia osobistych doświadczeń. Zauważyłam, że osoby którym pomagano bezinteresownie przy dzieciach, są chętniejsze do pomocy innym. Ktoś kto się nabiedził, namordował z własnymi dziećmi - nie ma siły przechodzić tego jeszcze raz. Tym więcej się cieszę, że babci Kluski rodzina bardzo pomagała, teraz ona na swój sposób spłaca ten dług pomagając nam. Coś czuję, że dzięki temu, że mogę liczyć na jej pomoc, ja też będę wsparciem dla Kluski w przyszłości. W każdym razie mam takie ambicje. Czas pokaże, co z tego wyjdzie ;)

19 komentarzy:

  1. hm, na miejscu Babci Kluski to chyba bym się obraził, na jakiś czas przynajmniej, bo zdaje się, że ma wiele lepszych, milszych i czulszych zalet, niż te, tu wymienione, może ten babciny urlop pozwoli lepiej Babcię dostrzec?
    a swoją drogą, nie moje acz domowe wnuczki, przed swoimi, wierzącymi, na manify nie chodzącymi, babciami i dziadkami uciekać nie musiały, są i takie "dziwactwa", ciekawe dlaczego ;)
    szczypasy dla Kluski :)

    OdpowiedzUsuń
  2. "Codzienne" zalety babci Kluski można by tak długo wymieniać, że książka by powstała a nie tekst na blogu. Starałam się ograniczać ;) Jest po prostu wspaniałym człowiekiem i tyle!

    OdpowiedzUsuń
  3. i teraz Babcia się odbrazi za jeszcze krótszy opis :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ilość się liczy, lecz jakość ;P

      Usuń
  4. Pięknie opisałaś te relacje z babcią, fajnie że macie kogoś takiego :) Ja znowu jestem bardzo nastawiona na nie, jeśli chodzi o wtrącanie się kogoś do dziecka. I staram się radzić sama ze wszystkim, mama czasem wpada ale nie chcę jej obciążać. A znów dzień w którym poproszę teściową o pomoc uznam za ten, w którym spadła mi korona z głowy ;) :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To chyba kwestia nastawienia, ja od początku jestem otwarta na rady innych ludzi, ale też nie traktuję ich zdania jak wyroczni. Zupełnie obce osoby tez mają szansę, ale jednak bardziej ufam najbliższym (choć ze swoją mamą jak zwykle się kłócę). Też się mogę mylić i dlatego słucham, a potem wyrabiam sobie własną opinię. :)

      Usuń
  5. A na dodatek jest Babcią Doskonale Karmiącą! Doświadczyłem nie raz i nie dwa;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie. Co prawda ostatnio mój brzuszek wyciął mi numer i nie wolno mu jeść wszystkich specjałów, ale i tak jest co posmakować. Co my biedni poczniemy przez te trzy tygodnie, chyba się nauczymy gotować albo co ;)

      Usuń
  6. zajebiaszcza to fota z kubeczniem;))) Kluska normalnie ywmiata;) smakuje jej babcina herbatka?;)

    ja uważam ze jak ktoś mieszka z dziadkami/rodzicami, bo np. nie może nie ma warunków albo nie stać go na póście na swoje, czy wynajęcie sobie mieszkania czy ubabranie się w kredyt na 20 lat by miec własne.....to absotlunie nikt nie ma prawa zarzucić mu braku samodzielności o ocenianie takich ludzi jest krzywdzace dla nich. nie kaz\dego stać na mieskzanie a jak komuś jest dobrze i wygodnie z rodzicami czy dziadkami to czemu na z nimi nie mieszkać. fajnie mieć kogoś bliskiego pod ręką zawsze do pomocy.


    ja się bardzo cieszę sie nie mieszkam z rodzicami, bo....choć są super pomocą i super rodzicami.... połowa konfliktów mniej. między moimi rodzicami się nie układa i często byłam " zamieszana" w to po czyjej stronie stanąć. tak to mam święty spokój. i nie ma konfliktów z racji różnicy poglądów. mój ojciec jest super człówiekiem ale broń boże jak się tylko w nim w czymś nie zgadzasz....to ci nie daruje;) więc mieszkamy osobno i jest spokojniej, nie ma rózniocy zdań. ale...mieskzają w sąsiednim bloku i zawsze kiedy potrzebuję mogą pomóc

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie zależy kto z kim i gdzie. Z moją mamą zawsze się o coś pokłócimy, niezgodność charakterów, na odległość dogadujemy dużo lepiej, poza tym na małej przestrzeni łatwiej o konflikty. 26 metrów kwadratowych to nie jest miejsce dla rodziny z dzieckiem i dziadkami. Po prawdzie wielkiego wyboru nie mieliśmy, tym bardziej się cieszę, że wszystko się udało jakoś ułożyć.

      Herbata słaba i gorzka (babcia nie słodzi), więc nie protestowałam. Zresztą Kluska sama po ten kubek sięgnęła łapami i zaczęła wpychać doń język. Zastanawiam się, czy nie ominąć kupowanie niekapków, skoro już teraz sobie w miarę radzi ;)

      Zaczynam się zastanawiać, kiedy mogę jej podać zwykłą źródlankę bez gotowania do picia. Może jej zasmakuje lepiej niż kranówa (w Żyrku co prawda z ujęć głębinowych, bardzo dobra, ale to jednak nie mineralna).

      Usuń
  7. Moja mama do pomocy pierwsza chętna, niestety jest ponad 100km od nas. Teściowa na miejscu, pracująca. Widzi wnuka 1-2 w miesiącu, więc nie liczę na tego typu pomoc- tzn nawet nie chcę o to prosić. Pozostanie nam żłobek. Choć najchętniej byłabym z małym sama została, ale z jednej pensji to sobie możemy..
    Powiem Ci, że choć nie mam sztabu ludzi do pomocy, to jakoś ogarniam ten cyrk :)) Na szczęście mąż nie z tych co to po pracy ciepłe kapcie i gazetka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tata niekanapowy to też skarb. Może tego nie widać na blogu, ale tata Kluski jest pełnoprawnym rodzicem. Tzn. nie pomaga mi przy Klusce, zajmuje się nią na równi ze mną. Nie jest to dokładny podział fifty fifty, raczej zadaniowy.W dziale dziecięcym czuje się nieco zagubiona, on jak ryba w wodzie, zwłaszcza w temacie promocji i rabatów. Ja bardziej ogarniam sprawę terminów szczepień i tabelek(do przychodni chodzimy razem), on robi kluskowe zakupy. Kąpiemy wspólnie, zabawa/usypianie Kluski kto kiedy ma siłę (ja raczej wieczory, Tomi poranki).
      Co do żłobka/niani itp. ciągle jeszcze nie podjęliśmy decyzji, chwilowo nie jest źle, ale to nie może trwać w nieskończoność. W każdym razie przed zaczepieniem małej na ospę, boję się ją posyłać do żłobka, a ospowe jest chyba powyżej 9 miesiąca, a najlepiej roku. Więc i tak jesteśmy uziemieni do wakacji (na szczęście mam wolny zawód i pracuję w domu), niania ciut drogo wychodzi.

      Usuń
  8. A ja ubolewam,. że jestem babcią na odległość i zazdroszczę pierwszej babci.
    EL

    OdpowiedzUsuń
  9. Ojjjj i tak zazdroszczę babci blisko na co dzień. My z Małym zmagamy się sami przez 24h. Najbliższa rodzina - 400 km od nas :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zazdroszczę. Właśnie taka sytuacja jawi mi się jako koszmar. Jeszcze pół biedy ze zdrowym, grzecznym dzieckiem, ale jak się trafi chorowite i marudne... meh.

      Usuń
  10. Lavinko, zadałas mi temat, nie tyle do przemysleń, już je mam, co jako temat na odpowiedź;
    i mam taki natłok myśli, że wróce tu, jak je sobie uporządkuję;)

    OdpowiedzUsuń
  11. A Wy z Żyrardowa jesteście, czytam teraz :) Ja mam całą rodzinę w Skierniewicach!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My jakąś dalszą też, ale osobiście nie znam. Ja to mam rodzinę tylko w Warszawie, a Niemałż tu w Żyrku i okolicach (Korytów itp.).

      Usuń