30.1.13

6 miesięcy czyli Półurodzinki

Dziś mija pół roku, odkąd Kluska jest odrębną istotą, nieprzywiązaną do mamy sznureczkiem. To był dla nas i dla niej bardzo pracowity czas, pełen rozmaitych wydarzeń, niespodzianek, wizyt w placówkach zdrowia, spacerów, imprez, ciągłych karmień i zmian pieluch, kąpieli... wcale a wcale szybko nie zleciało. Mówi się, że życie kobiety dzieli się na to przed urodzeniem dziecka i po urodzeniu. Coś w tym jest, ale nie odczułam tego tak dotkliwie. Być może dlatego, że jestem starą babą, która swoje się napodróżowała, wybawiła (choć akurat typem imprezowym nie byłam nigdy), napracowała i nie żal mi tych miesięcy jako bezczynnych, z punktu widzenia starego życia. Od początku starałam się wygospodarować trochę czasu tylko dla siebie i widzę że to była mądra decyzja. Ani ja nie jestem przylepiona do dziecka, ani ono do mnie. Tata Kluski umie tyle samo co ja, czasami wydaje się że więcej.


Póki co jest dobrze, staram się nie zamartwiać, mimo że Kluska rozwojowo olewa wszelkie statystyki i tabelki. Jednymi umiejętnościami jest do przodu, na przykład od dawna gaworzy i świetnie operuje dłońmi, w tym nadgarstkami. Rwie się do siadania, choć nie ma jeszcze tyle siły by utrzymać się sama. Dlatego też robimy wszystko, by jeszcze tego nie robiła. Do tyłu za to jest ruchowo, o pełzaniu możemy pomarzyć. Dobre choć to, że od wielu tygodni potrafi sama trzymać główkę, że coraz lepiej jest jej w pozycji na brzuszku. Chyba ją polubiła, bo układana śmieje się i próbuje sięgać po zabawki. Przy tym dość śmiesznie podnosi pupę. Ale nie ma siły się odepchnąć, podejrzewam że to pochodna długiego korpusu oraz konkretnej wagi, ostatnio przebiła osiem kilo. Przewracać z brzucha na plecy się przewracała, miesiąc temu. Ponieważ kosztowało ją to zbyt wiele wysiłku - zniechęciła się i teraz nie przewraca się w ogóle, co najwyżej z pleców na bok, gdy sięga zabawkę. Ale musimy się schować. Spryciara, gdy jesteśmy w zasięgu jej wzroku, każe sobie zabawki podawać. Po co się starać, jeśli od trudnych rzeczy ma się służbę? Królewna :)


Poza tym wachlarz dźwięków, jakimi nas obdarza przez cały dzień, jest naprawdę szeroki. Piski, gulgotania, prychanie, jakieś sylaby łączone w coś na kształt zdań... chwilami mamy nawet wrażenie, że próbuje śpiewać. Dlatego też się nie martwię, choć zapewne nasza kochana lekarka znów coś wymyśli, żeby popsuć mi humor i zaszczepić nową schizę. Póki co bawimy się w trójkę całkiem nieźle, szczepienie dopiero za tydzień, w czwartek. Oj będzie płacz. Kluska ma już całkiem potężne płuca, pół Żyrardowa ją pewnie usłyszy ;)

20 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Po tatusiu, aczkolwiek kolor ma swój własny, chyba że z czasem jeszcze się jej trochę zmienią. :)

      Usuń
  2. No oczy wymiatają :)
    A co ile ją karmicie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zależy kiedy się obudzi, jak długo śpi, nie mamy ścisłego harmonogramu. W ciągu dnia wychodzi mniej więcej co 3, 4 godziny (w nocy nie je). Plus jakiś słoiczek w międzyczasie, trochę soczku albo rumianku. Pod wieczór czasami przerwa jest krótsza, np. 2 godziny. Raczej karmimy ją na żądanie, ale nie robimy zbyt długich przerw, bo zjada max. 160ml. Było parę dni, kiedy potrzebowała więcej i zjadała 180, ale potem dłużej spała i nam to trochę rozwalało dzień, bo wieczorem była głodna. Zjadała o jedną butlę w ciągu dnia mniej, a ilościowo nie nadrabiała straty. Widać jeszcze nie jest gotowa. Na ogól ma apetyt, tylko jej się nie mieści. Dziś dosypaliśmy na próbę jedną łyżeczkę dwójki, żeby ją stopniowo przestawić i czekamy na reakcję. Raczej nie spodziewam się rewolucji, bo drugie też kupujemy HA, ale nigdy nic nie wiadomo.

      Usuń
    2. U nas pierwszy słoiczek w niedzielę :)
      Polecisz jakąś firmę takiego jedzonka?
      Nie je w nocy? Zazdroszczę :)
      U mnie ostatnio doszło jedno karmienie w nocy (jadła raz, a teraz je dwa razy).
      A karmiłaś piersią?
      Pytam, bo zastanawia mnie czy dziecko po przestawieniu na butlę je rzadziej.
      Z drugiej strony - dzieci są różne.

      Usuń
    3. Podobno nie ma reguły, ale dzieci cyckowe jednak częściej jedzą i raczej budzą się na nocne karmienie. Wiąże się to z tym, że mleko z piersi jest lekkostrawne. Za to wchłania się lepiej, więc teoretycznie trzeba go mniej, by dziecko się najadło. Ale znam parę dzieci, które mimo karmienia butlą nadal budzą się w nocy. Może budzą się z głodu, a może wcale nie trzeba ich karmić tylko wystarczy dac smoczek (nie znam osobiście tylko z opowieści, diabli wiedzą co jest nie tak, może taka ich natura i wsio). Nasza czasem w nocy zaczyna się rozbudzać, dostaje smoczek i śpi do rana. Po zaśnięciu zazwyczaj smoczek wypluwa i śpi bez.
      Karmiłam piersią pierwszy miesiąc, ale już w drugim tygodniu musieliśmy zacząć dokarmiać mm, bo mała traciła na wadze zamiast przybierać. To długa historia, pochodna moich problemów hormonalnych przed ciążą i w jej trakcie, wreszcie krwotoku przy porodzie (dwa litry na do widzenia) i mojej bardzo niskiej wagi przy wysokim wzroście (przed ciążą BMI 17-18). Myślałam, że jak będę dużo pić, to laktacja się rozkręci, przeciwnie, było coraz gorzej. Tak czasem bywa.
      Co do firmy słoiczkowej, jak dotąd używałam czterech, Hippa, Bobovity, Gerbera i Baby Dream. Żadna mi się nie rzuciła negatywnie. Raz mała dostała wysypki po jabłku z dynią Bobovity chyba, diabli wiedzą dlaczego, bo osobno te składniki jej nie uczulały. Omijamy ten konkretny słoik i jemy resztę. Najczęściej kupujemy Hippa i Bobovitę, bo mają najbardziej różnorodne smaki. Póki co jeszcze nie dajemy glutenu. Czekam na wizytę u pediatry, przy okazji szczepienia spytam.

      Usuń
  3. Tak mi się skojarzył ten tekst z podawaniem zabawek. Polecam, jesli nie znasz jeszcze :)
    http://alameda.patch.com/blog_posts/please-dont-help-my-kids

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie znam, aczkolwiek jest mi on obojętny. Nie czepiam się cudzych dzieci, nie reaguję też alergicznie na innych ludzi, tzn. na to co robią lub nie robią z moim dzieckiem. :)

      Usuń
    2. to bardziej o samodzielności i wyręczaniu niz czepianiu się kogokolwiek ;)

      Usuń
  4. Michas podobnie jak kluska w tym co i ona jest do przodu, a przerwacamnie całkiem niexle opasnował dopiero niedawno:) by utrudnić ubieranie:P to w trakcie przewiania przewraca sie... lubi byc na golaska:)))

    z gaworzeniem i dxwiekami podobnie:)

    mysle ze mogliby być kumplami:)))


    Kluska ma śliczne oczy... takie wielkie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, przy przewijaniu mała koniecznie musi się majtać na boki, jeszcze ostatnio ma nową zabawkę, opakowanie z mokrymi chusteczkami. Sięga po nie pewnym ruchem nawet nie patrząc. Aż muszę jej pod koniec przewijania grzecznie, acz stanowczo wyrywać. Co do oczu, pewnie niejednego chłopaka na nie poderwie, tak coś czuję ;)

      Usuń
  5. To życzenia z okazji, z naciskiem na zdrowie i zachowanie tej urody:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie będę oryginalna.....Ahh to spojrzenie :))

    OdpowiedzUsuń
  7. Oczka ma cudowne! Z okazji pół roczku wszystkiego naj :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Jeju, i co że ruchowo do tyłu - za to widziałam na zdjęciu, jak przegląda książeczkę, którą to umiejętność mój ruchowo przeciętny dzieć opanował dopiero miesiąc temu.

    Co do słoiczków, u nas były głownie ćwiczone Babydreamy, ale mają taką konsystencję, że łyżeczką nie da się tego podawać. Ostatecznie po prostu raz na trzy tygodnie gotujemy zupę albo dwie, miksujemy i mrozimy w plastikowych kubeczkach. Wcale nie ma z tym dużo roboty, często robię na kanwie tego, co akurat się gotuje dla nas, o ile coś dla nas się gotuje, bo to nieczęsto się zdarza. Nie to, żebym była orędowniczką bycia kurą domową (orędowniczką kurestwa domowego?...). Tak jest bardzo tanio i bardzo smacznie. No i skład procentowy poszczególnych składników zupełnie inny niż w słoiczku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chwilowo je góra jeden słoik dziennie, nie opłaca mi się miksować małych ilości, poza tym nie wiem czym oni tam pryskają marchewkę z rynku. Zaufanego sprzedawcy nie posiadam. Poczekam jeszcze trochę, z nietypowych składników w słoiczkach jest tylko sód, ale jest to składnik większości żywności przetworzonej, i tak tyle, że nie ma nic innego. Co do późniejszego żywienia, czekam na zęby, może zaczniemy bawić się w BLW? Nie wiem, zobaczę.

      Usuń
  9. Ależ ja właśnie robię jednorazowo duże ilości i mrożę. A z kolei nie mam zaufania do tego, co w słoiczkach. Podejrzewam, że do przetworów trafia najgorszy sort z plantacji, który wygląda na tyle źle, że nie da się go sprzedawać w całości.

    Jak zaczniesz się bawić w BLW, to opisz na blogu, jak Ci idzie. Mi zdecydowanie brakuje cierpliwości do tej zabawy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tam wierzę, że ktoś je bada i w razie czego robi dym. Byłą jakaś afera słoikowa za granicą, ale to firma która u nas nie sprzedaje. Ja się boję polskich rolników generalnie, bo wiem jaką mają mentalność. Dla rodziny mają osobną szklarnię, a na handel robią barachło przesypane chemią. Co do żywności z własnego ogródka, też jestem sceptyczna. Raz, że ogródek może być niedaleko autostrady (ołów), dwa że sąsiad może myć samochód (w glebie cała tablica Mendelejewa). Tak do końca nie da się dzieciaków uchronić. Słoiczki są dla mnie wygodne, bo ja z natury leniwa jestem ;)

      Usuń