10.12.14

Wiatrówka

Czasami człowiek ma przeczucie. Że ta idylla coś trwa za długo. Że za długo jest dobrze. I wtedy psuje się spłuczka w toalecie. No nic. Zakręca się zawór i czeka nie wiadomo na co. Niedługo po tym zaczyna ciec zawór. Cóż nieszczęścia chodzą parami. Czarna seria? Na pewno nie. Ale jak dzień po wyjściu hydraulików tata Kluski urywa kran w kuchni - wiedz, że coś się dzieje. To były zdarzenia przepowiadające.

Oczywiście katastrofa ostateczna nadeszła z zupełnie niespodziewanej strony. Przerabiamy ospę wietrzną. Z początku jeszcze miałam wątpliwości, ale jak krost wraz z upływem dnia przybywało, a w starszych zaczął się gromadzić białawy płyn...  a jak jeszcze następnego dnia pojawiły się pierwsze strupy - zyskałam pewność. Na szczęście póki co bez gorączki i innych tego typu atrakcji. Na swędzenie dostałam od pani z nowej apteki Tanno - Hermal Lotio, ponoć dedykowane ospie i innym stanom zapalnym. Póki co chyba działa, bo dziecię rozdrapało tylko dwie krosty na nodze, takie bardziej zaognione (pojawiły się jako pierwsze i zbyt późno ją potraktowaliśmy preparatem cynkowym).


Trwamy w oczekiwaniu na pogorszenie, bo po kilku dniach ospa lubi się spsuć. Choroba może trwać nawet kilka tygodni, ale ponoć u takich maluchów przechodzi lżej, o ile nie pojawią się komplikacje. Podczas ospy spada odporność, więc łatwo złapać coś dodatkowego w gratisie, nawet zapalenie płuc. Na szczęście ostatnio Kluska była okazem zdrowia, liczę, że się nam upiecze. Tylko noce mogą okazać się trudniejsze, jeśli swędzenie będzie ją budzić. Teraz trochę marudzi przy usypianiu, bo chce spać, a tu noga rwie.
Znajomy polecił obserwować stawy, bo ospa lubi stany zapalne robić. Póki co nic się nie dzieje, dziecię biega, skacze, zaśmiewa do rozpuku. Gdyby nie wysypka, można powiedzieć, nic się nie zmieniło. Staram się w każdej sytuacji szukać pozytywów.Wychodzi na to, że jesteśmy do przodu o dwie stówy, bo nie zdążyliśmy małej zaszczepić. ;)


Pod wieczór przylepiak się z Kluski robi bardziej, ale ona ostatnio jest w ogóle przytulasta, rozdaje całusy komu popadnie, nawet zwierzątkom w książeczkach, więc to może być zupełnie niezależne. Wróciliśmy do starej zabawy zarzucania ją pluszakami. Przynosimy po jednym i dokładamy. I tak znika Klusię w górze zabawek, czasem tylko coś chichocze zza słonika.


Zabawa w chowanego musi się odbyć kilka razy dziennie. Jak nie w pluszakach, to najczęściej za zasłonką przy wyjściu na balkon (lekko zaparowana szyba robi za dodatkowe miejsce do rysowania palcem) i szafa babci. Trochę dziwne to chowanie, bo trzeba cały czas wołać "Gdzie jest Kluska???" albo "Gdzie jest Alisa?" i potem zaglądać do niej schowanej i ją znienacka znajdować. I tak w kółko kilkadziesiąt razy. A co. Jak się bawić, to na całego. Sama sobie też czasem zabawy wymyśla, dziś na przykład ułożyła sobie z klocków Duplo kostur i chodziła z nim po domu w charakterze podpórki wycieczkowej. I zbierała członków wycieczki po domu, żeby za nią chodzić. To wszystko oczywiście dla nas, żebyśmy się nie nudzili :)


A teraz wszyscy trzymamy kciuki, żeby to cholerstwo szybko dało się ubić i do świąt wszyscy byli zdrowi. ;)


8 komentarzy:

  1. ale ma pomocników i pocieszycieli;))))

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie ma tego złego - nasi chłopcy przeszli ospę we wczesnym wieku i teraz... spokój :). Pozdrawiam i zdrówka życzę :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, bo zbyt łagodna ospa czasem nie daje pełnej odporności. Ale krost przybywa, z kilkunastu zrobiło się kilkadziesiąt (chyba mamy drugi wysyp), więc raczej przejdziemy podręcznikowo. Temperatury brak, ale to jeszcze za wcześnie. Trzymamy rękę na pulsie.

      Usuń
  3. Małe stworzonko zakopane w pluszakach <3 i jeszcze ta wystająca nóżka na pierwszym zdjęciu! :D Niech wraca szybko do zdrowia, przesyłam moc dobrej energii! :))

    OdpowiedzUsuń
  4. Dziękujemy :) Póki co krostki zaczynają przysychać, nadal bez temperatury i innych tego typu atrakcji, może odpukać przejdzie lekko.

    OdpowiedzUsuń