22.4.13

Wuja Matta pocztówki zza miedzy

...czyli wyletnione Klusię, dziś chyba nawet za bardzo, ale popołudniem zrobił się taki upał, że dopiero w lesie zaczęłam ją ubierać w ciuchy z polaru. Ja całą wycieczkę z gołymi nogami. w sandałkach, tata Kluski żałował, że nie wziął ze mnie przykładu, bo się grzał w swoich trampkach. Całą drogę (wróciliśmy po 18) przebył w podkoszulku widocznym na zdjęciu i twierdził, że nie jest mu zimno. Czyli po kim Kluska to ma (zimnolubność). Spacer 10km+, dokładnie nie wiem, bo mi się znów endomondo powiesiło, na dworze byliśmy ponad 4 godziny.Trochę jestem zła na kwiatka, przyciągał bąki chyba z całego lasu. Jeden nawet wleciał do śpiworka, na szczęście wtedy Kluska była obok nas na kocyku.


Poza tym drugi dzień z rzędu kultywujemy rodzicielstwo dalekości - level 2, to znaczy Kluska śpi sama w kojcu w salonie (coraz rzadziej śpi w łóżeczku, bo tak się wierci przez sen, że wali nogami, rękami i głową o szczebelki), a my z Niemałżem w swoich pokojach, tylko wstajemy czasem do niej w nocy, sprawdzić czy oddycha (tak cicho śpi). Trenujemy, bo babcia w rozjazdach, więc mamy okazję. Uczyć Kluskę samodzielnego zasypiania ciągle nie mamy jeszcze odwagi ;)


Co do ząbkowania, palę moje dziękczynne kadzidełka, dziś zauważyłam na drugiej jedynce (tej co się jeszcze nie wyrżnęła w przeciwieństwie do pierwszej) stan zapalny, teraz już wiem co to znaczy spuchnięte dziąsło. Klusię prawie nie marudzi, czasem ma gorszy moment, wtedy smaruję jej dentinoxem i jakoś się polepsza. Niestety mocno podupadł jej apetyt, butle je na raty, dopychamy ją kaszką i słoikami, czasem też wodą i sokiem (jest ciepło, więc trzeba więcej pić niż zimą). No i lecimy w związku z tym na granicy normy płynów dla jej wieku, pewnie nam ciutkę schudnie. Jak na problem z zębem uważam, że zachowuje się idealnie. Mój słodki aniołek z różkami! Dziś omal nie zjadła suchego liścia, tia, zaczyna się!


Tata Kluski ostatnio oswoił się z nosidłem i często małą zabiera na wycieczki na balkon. Po ostatniej akcji, gdy Klusięciu było za gorąco w wózku i musieliśmy pół drogi ją nieść na rękach, prócz wózka mamy transport rezerwowy. Niech mała ma odmianę, przy tak długich dystansach mało które dziecko nie ma dość jazdy wózkiem. Dlatego po 5 km zawsze robimy dłuższy postój na picie, jedzenie i tarzanie się po kocyku, potem do wózka lub w nosidło. Przestymulowane naturą Klusię wzdycha całą drogę powrotną. Czasem z wrażenia nie może usnąć i tylko patrzy się półprzytomnie przed siebie. Typowa "wycieczka" z tatusiem, w czasach przedkluskowych też wracałam zmęczona z takich wypraw i padałam jak mucha w poduszki zapomniawszy nawet zdjąć buty.


Niedługo zostaję z Kluskiem sama, to znaczy na długi majowy weekend babcia i tata Kluski wyjeżdżają (na szczęście nie razem i ich wyjazdy się tylko w części nakładają), przybywa więc z odsieczą wujek Finio na urlopie, który pomoże mi ogarnąć chałupę i może zrobi mi porządek z komputerem. Trochę się boję, bo to aż pięć dni, mam nadzieję, że ten nieszczęsny ząb do tego czasu się uspokoi i będziemy mieć luzackie wakacje, pogoda zapowiada się lipcowa, przynajmniej na początku. Oby nie za bardzo, bo zbyt gorących upałów nie znoszę, w zeszłym roku przez nie wylądowałam w szpitalu, oj były nerwy, bo to był 28 tydzień dopiero, ale jak widać jakoś się udało. :)

14 komentarzy:

  1. Ja to bym padała po takiej wyprawie. Dla mnie wypad na zakupy to teraz szczyt, mam słabą formę przez dodatkowe niewysypianie się.
    Ja w szpitalu wylądowałam w 26-27 tygodniu na sam koniec czerwca, czyli jak upały dopiero się miały zacząć, więc uniknęłam gnicia w szpitalu. Miałam bakterie w moczu, których lekarz nie mógł zabić antybiotykami, a dziwnym trafem jak już byłam w szpitalu - zniknęły.
    Oby ząb wyszedł szybko :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jedyny plus szpitala w Żyrardowie to stare grube mury, było chłodniej niż w mieszkaniu ;)

      Usuń
  2. Też drżę, że upały nadejdą, tych wczesnych zwłaszcza nie toleruję, im jestem starsza, tym gorzej:(
    Do tego, niestety, mam kleszczową fobię, więc las omijam szerokim łukiem, a powinnam się w nim chronić;(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie jakoś kleszcze omijają, widać złego diabli nie biorą, ale o Klusię się martwię. Dopóki jej nie zaszczepimy, las tylko do maja a potem nie wiem, chyba spacery nocą ;)

      Usuń
  3. Upały nie sprzyjają wielogodzinnym spacerom, a my również je uwielbiamy:)
    Nominowałam Cię do Liebter award:)
    http://matkabloguje.blogspot.com/2013/04/liebster-award-znow.html

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetne te Wasze wycieczki :))))

    OdpowiedzUsuń
  5. wy te płyny itp tak serio jakoś mierzycie ich zużycie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam fioła, to fakt. Od urodzenia Kluski zapisuję wszystko w specjalnym kajeciku. Na początku tylko godziny karmień, potem ilości wypitego mleka, zaznaczam też czy dostała witaminę, zaznaczam kupę (czasem i jej konsystencję, jeśli jest anormalna), zapisuję też co zjadła i mniej więcej ile ze słoika, czasem też soczek/rumianek/wodę, ale to rzadziej. Korzystamy z tego wszyscy, bo wiemy kiedy wypada mniej więcej następne karmienie, nie musimy dzięki temu zgadywać, czy mała jest głodna czy tylko jej się nudzi. Pod koniec dnia sumuję i mi wychodzi, ile zjadła dziennie. :)

      Usuń
  6. A i mały apdejt (dopiero teraz znalazłam chwilę na porządne opisanie), pięć minut po dodaniu tego wpisu Kluska się obudziła i zrobiła niezłą zadymę. Dziąsło, płacz, zatkany nos, w efekcie jazda z odglucaniem, karmieniem (nie chciała jeść), przewijaniem, nie chciała smoczka... ech. Po godzinie uśpiłam ją bez smoczka, jak za dawnych noworodkowych czasów, gdy jeszcze karmiłam piersią i smoczek akceptowała od święta. I spała jak zabita do ósmej, ja niekoniecznie, bo mnie tak wybiła z rytmu, że nie mogłam usnąć do czwartej. Znów mnie przestawiło na nocne markowanie, usypiam niedługo przed świtem, budzę się po dwóch godzinach, potem znów drzemka, dwie godziny snu... i pół dnia jestem senna i nieprzytomna. Jak ja Klusce zazdroszczę, że potrafi tak głęboko spać!

    Więc u nas jest super, chyba że NAGLE robi się masakra na godzinę, po czym wszystko się uspokaja. Druga jedynka coraz bardziej na świecie, ale jeszcze nie w całości. Pierwszą już całkiem nieźle widać.

    OdpowiedzUsuń
  7. http://mama-granda.blogspot.com/2013/04/kolejny-raz-liebster-award.html , pozwoliłam sobie nominować wasz blog do liebster award, zapraszam po odbiór nominacji i zapraszam do zabawy :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ale mi sie podoba ostatnia fotka:). Faceci z nosidłami wygladają super. U nas też taka cudna pogoda jest i oby tak było juz. Lasu wam zazdroszczę, chyba sie w weekend wybiorę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie, teraz jest piękna pogoda, która utrzyma się do początku maja, a potem zwyczajowo może znów zrobić się lodówka i z długich spacerów nici aż do czerwca :)

      Usuń
  9. "Ale mamo" to ulubiony tekst mojej córki :))))

    OdpowiedzUsuń
  10. "Ale tato!" To ulubiony tekst córki jednego znajomego, przekonwertowałam tylko sobie ;)

    OdpowiedzUsuń