3.10.14

Bilans dwulatka i trzecia dawka FSME - IMMUN (kleszcze)

Trochę się zawiodłam. Czytałam o bilansie dwulatka niestworzone rzeczy, w naszej przychodni chyba zrobili wersję uproszczoną. Uznaję za odbębniony, ale poza standardowym badaniem chodu w zasadzie go nie było. Wzrok i słuch stwierdzone na oko. Jeśli chodzi o niedobory mowy Kluski, to usłyszałam, że żadne tam dwieście czy trzysta słów, ma prawo nie mówić dużo do trzeciego roku życia i skoro się porozumiewa po swojemu, skoro wykonuje dużo poleceń, to nie ma co się przejmować i skierowania do logopedy nie dostałam. Za to dostałam listę leków bez recepty na wypadek biegunki i wymiotów (wyjazd do Egiptu).


Więc niestety niczego o bilansie się u mnie na blogu nie dowiecie, bo nasza pediatra jest starej daty i jak dziecko biega, płacze i się awanturuje, jest dla niej normalnym dwulatkiem. Tylko wagą się jej zdziwiła, bo Kluska mając 94cm wzrostu waży 14kg. Całkiem sporo zważywszy na to, jak wygląda, a wygląda raczej szczupło. Przynajmniej kończyny. Dopiero jak się człowiek przyjrzy, widzi całkiem spory brzuszek. Zawsze pełny ;) No i Kluska jest mięśniakiem, wiadomo że tłuszcz waży mniej niż mięśnie, a ona tłuszczu ma tyle co na lekarstwo. Za to mięśni całkiem sporo. O czym boleśnie przekonaliśmy się podczas zastrzyku.


FSME - IMMUN to dziwna nazwa szczepionki przeciwkleszczowej. A raczej przeciw odkleszczowemu zapaleniu mózgu. Choroba groźna zwłaszcza u dzieci. A że jak wiecie, w lesie bywamy regularnie - to i dzieciaka na to dziadostwo szczepimy. Szkoda, że nie ma szczepionki na boreliozę, zawsze się stresuję, że Klu coś złapie, ale jak dotąd jakoś to paskudztwo się jej nie ima. Mamy różnie preparaty odstraszające owady i chyba działają.


Zastrzyk jeden, a krzyku jakby zarzynali. Najgorzej było z utrzymaniem nogi. Przez ostatnie pół roku Klusce tak wzmocniły się nogi, że nie byłam w stanie utrzymać ich nieruchomo. Konkretnie prawego uda. Omal pielęgniarka nie złamała igły. Oj ma doświadczenie kobita. W końcu zawzięliśmy się w trójkę, ja dwiema rękami nogę, tata Kluski resztę wijącej się Kluski, a pani pielęgniarką dociągnęła resztę. Spodziewałam się problemów, obrzęków - po dwóch dniach nie ma śladu po ukłuciu. Tradycyjnym efektem ubocznym szczepienia jest rozgadanie Kluski. Zawsze przez kilka dni po każdym szczepieniu jest bardziej gadatliwa. Wczoraj w wannie wyszło jej nawet bardzo ładne "daj". Lubi wydawać rozkazy, czasem wydaje je sobie samej, albo zabawkom. Wcześniej to brzmiało: "da". Jak chce coś dostać, to jeszcze czasem woła wyraźne "mA!" lub "mAM!" - czyli chcę mieć. Ale poza tym marnie, naliczyłam nie więcej niż kilkanaście słów. Chyba że liczyć wieloznaczne "mmmm mmmm" z różną intonacją, wtedy to co najmniej dwa tysiące, hi hi.


Oczywiście, że od czasu do czasu schizuję w temacie autyzmu i innych tego typu problemów rozwojowych. Żeby nie zwariować, szukam terapii stymulującej mowę (nie bardzo stać nas na prywatnego logopedę, ale kto nam zabroni z dzieckiem ćwiczyć w domu?). Popularna jest metoda krakowska, ale tu bez specjalisty się nie obędzie. Póki co znalazłam Makaton, czyli naukę komunikacji za pomocą łączenia gestów i obrazów, często łączony z językiem migowym (wiąże się to z tym, że początkowo służył między innymi dzieciom głuchoniemym, z zespołem Downa, etc.). Gad bless Chomik i google, na początek mamy spor zapas piktogramów. Kluska obrazki lubi, chętnie słucha nazw wyrazów przedstawionych na obrazkach, tylko chyba woli kolorowe, więc będę się musiała pobawić w Gimpie. Najpierw wprowadza się pięć gestów/wyrażeń. Zaczynam od wyrażeń, które zna i rozumie, czyli jeść, spać, pić  i tym podobne. Nie nastawiam się na spektakularne efekty, po prostu muszę coś zrobić, żeby nie zwariować. No to koniec gadki na poważne tematy, czas się rozluźnić i przejść do części rekreacyjnej wpisu.


W nagrodę za to, że Kluska tak ładnie kopała i waliła nas pięściami podczas szczepienia (nasz ulubiony tekst do Kluski to: "nie kop babci, bo się spocisz!") zabraliśmy ją po drzemce do lasu. Rowerowo, bo dzień już krótki niestety. Złapaliśmy ostatnie promienie słońca na polance i wjechaliśmy do lasu. Tam już nieco zimniej i wilgotniej, na szczęście mamy już bluzę "misia" na tę okazję i się nie boimy (ta konkretna jest z KappaHlu, ale podobne tylko kolorowe można dostać w Biedronce za grosze, nabyliśmy zielony). To chyba jakiś rodzaj poliestru. Nie tak wiatroodporny jak typowy polar, ale równie ciepły, może nawet bardziej? Każdemu polecam, w zimne sierpniowe wieczory w Norwegii zakładałam takiego misia na polar, na to jeszcze kurtkę od wiatru i było akurat ;)

A w lesie, jak to w lesie, trzeba było przeprowadzić roboty drogowe, pogłaskać mech i zrobić długą traskę pieszą. Z rodzicami oczywiście. Jeśli Klusce te zdolności zostaną na dorosłe życie, to będzie doskonałym przewodnikiem i żaden UU* jej nie przerazi. Ma swoje metody i nie daje się zbić z tropu. Wycieczka idzie, wycieczka nie marudzi i proszę się nie rozłazić! Poza tym w związku z wydarzeniem typu "pierwsza krew" Kluska ma brzydki strup pod nosem i na jednym zdjęciu uchwyciłam moment, w którym wygląda jak czarownica szukająca nowego trzonka do miotły. Albo jak młoda babcia Weatherwax odpalająca miotłę na pych ;)


W lesie byliśmy krótko, a i tak dotarliśmy do domu po zmroku. Postanowiliśmy w miarę możliwości (pomiędzy moimi zleceniami) chodzić lub jeździć do lasu w ciągu dnia. Ale o tym w następnym wpisie.


*UU - Upierdliwy uczestnik. Skrócona nazwa uczestnika wycieczki z przewodnikiem, który ostatni wstaje, pierwszy marudzi że kawa za zimna, a ognisko za duże, kwestionuje trasę i kompetencje przewodnika, jęczy na obiedzie, że niesmaczny, przed wieczorem jest już chory i następnego dnia nie chce nigdzie iść. Co zdolniejsi UU potrafię doprowadzić do rozbicia grupy i przylotu helikoptera. Zazwyczaj są jednak niegroźni i łatwi do unieszkodliwienia (najczęściej przez ignorowanie).

12 komentarzy:

  1. Pierwsze zdanie Poli: Mama Am. Stworzyłam potwora.

    OdpowiedzUsuń
  2. Kluska miała kilka dni, gdy mówiła wyłącznie mniam mniam mniam mniam :) Mało gada, ale na określenie żarcia ma wiele wyrażeń. Mniam, nam, am, niam i inne tego typu mlaskające wariacje ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "miała kilka takich dni"- miało być

      Usuń
  3. No i jak zwykle las i rowery .Ale Wy to kochacie ! :)
    Mała widać też lubi las :)
    http://swiatamelki.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Uspokoiłaś mnie z mową. Wezwali Was na ten bilans czy sami pojechaliście ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sami się zapisaliśmy, tylko była długo kolejka i dlatego tak późno (powinniśmy co najmniej miesiąc temu). U nas niestety bilanse łączą ze szczepieniami, bo jest mikro wyż na osiedlu i tylko jedna przychodnia (druga jest na końcu miasta i też zawalona dziećmi).

      Usuń
  5. Ja zapewne też bym schizowała gdyby moja nie mówiła, ale znowu mamy w rodzinie dwójkę starszych już dzieci, które oprócz mama i tata do 3 urodzin ani słowa nie mówiły. A teraz nawijają jak katarynki. Chować więc złe myśli! :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam schizę na tym punkcie, bo gadałam mając rok, a będąc dwulatką już umiałam malowniczo ubliżać rodzicielce oraz znałam niektóre litery. mając trzy - umiałam przeczytać proste wyrazy sylabizując. Mając 2,5 rysowałam już postacie, domy, w perspektywie planowej czyli jak dalej to mniejsze. A potem mi się wyrównało, byłam nieco do przodu ale nie geniuszem. Tylko rysowałam nadal świetnie, ale to pochodna talentu po mamie (a jej po dziadku). Kluska jest bardziej muzyczna niż rysunkowa, no i poszła w tatę, który za młodu też mało się odzywał. Ale i tak się trochę martwię, wiadomo, jak każda mama ;)

      Usuń
  6. Kacper rozgadał się dopiero jak miał jakieś 2,5 roku. A wcześniej to tylko baba, mama, dada i daj. raz na jakiś czas zabłysną czymś innym niz te wypisane, ale jakoś wiedziałam że nie ma co się spinać z logopeda bo wiele rozumiał. A teraz zagaduje mnie na śmierć i dopiero teraz będziemy się w logopedię bawić, żeby wyćwiczyć głoskę "r". Wcześniej wszystko inne sama z nim ćwiczyłam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie kluczem jest komunikacja. Kluska pokazuje paluchem czego chce, pokazuje palcem na przedmioty i chętnie słucha, jak się nazywają, pokazuje oczy misia i łapy i chce słuchać, jak się nazywają, tylko w drugą stronę nie bardzo. Na prośbę coś przyniesie, zaniesie do kogoś, ale pokazywać na prośbę misia raz pokaże, a raz ma w nosie. Na aluzje odnośnie korzystania z nocnika idzie do siatki z pieluchami i nam przynosi, że ona woli to niż nocnik. Więc kontekst też rozumie, tylko gamoń mały i tyle ;)

      Usuń
  7. A nam pani doktor odradziła szczepienie "na kleszcze". Fakt, że my po lasach nie bardzo łazimy, ale mamy na działce kawałek lasku, spacerujemy po parkach itd. Ale nieważne, sam fakt odradzania mnie zdziwił.
    Co do gadania, to miałam ostatnio okazję porozmawiać z logopedą i doradziła mi konsultację. Zaznaczam, że Fifi ma dopiero 17 miesięcy i gada sobie po swojemu, a porozumiewa się z nami na swój sposób. Po konsultacji z pediatrą doszliśmy jednak do wniosku, że nie ma co się nakręcać i panikować. Zostawiamy sprawy na razie swojemu biegowi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nam właśnie pediatra doradziła kleszcze, jak jej powiedzieliśmy, że w lesie bywamy kilka razy w tygodniu przez pół roku co najmniej (chyba tylko zimą nie bywamy tak często, ale zimą i tak kleszczy nie ma). Jesteśmy w grupie wysokiego ryzyka po prostu. Jak się ma piękny las w odległości niecałych dwóch kilometrów od domu, trudno w nim nie bywać :)

      Co do wieku rozgadania, większość dzieci na forum równolatków Kluski rozgadała się do 20 miesiąca. Są takie, co pełnymi zdaniami gadają w dwóch językach. Teraz jestem na etapie dowiadywania się, na czym polega prywatna opieka logopedyczna takich maluchów. Z tego co się zorientowałam, na zakazie telewizji głównie, reszta to zalecenia by dużo i wolno mówić. To ja może niekoniecznie chcę płacić za takie rewelacje stówę za dwie godziny, albo i więcej. Darmowi na nfz każą czekać i to mnie zastanawia tym bardziej.

      Usuń