26.1.18

Bałwanki krótkookresowe

Przymroziło i przyśnieżyło na moment, to zabraliśmy się za hurtowe lepienie bałwanków. Jednego, ogromnego, zrobiliśmy przed blokiem, drugiego, nieco mniejszego, skrywającego mały skarb (geocaching) na łąkach za miastem, gdzie udaliśmy się z sankami.


Po drodze natknęliśmy się na ślady działalności bobrów. Skasowały jeden spory krzak, a z niektórymi drzewami poradziły sobie lepiej niż zeszłowiosenna ustawa. ;)


Bałwanek - chłopczyk


To chyba ostatnie takie pchanie, rączka od sanek już ledwo zipie, mały kawałek trza było jednocześnie pchać i ciągnąć, bo sanki się blokowały w wysokiej trawie pokrytej cienką warstwą śniegu.


Działalność bobrów


Lepimy Bałwanka - dziewczynkę 


Gotowa


Po ulepieniu bałwanka Kluska zaczęła bawić się łopatką i szukać wody. Buty przemoczone na fest, a my jeszcze innego dnia poszliśmy zjeżdżać sankami z górki. No i teraz mamy katar. Mam nadzieję, że się rozejdzie po kościach. Jakiś kataralno-pokasłujący bakcyl łazi po nas od jakiegoś czasu. Ale chyba nie jest bardzo groźny. W każdym razie w zeszłym roku o tej porze mieliśmy już parę wizyt u lekarza zaliczonych, a tej zimy jakoś lepiej, bo póki co żadnej.





Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza