16.7.17

Czerwcowe szaleństwa

Wpis zbiorczy. Nie nadążam z obrabianiem zdjęć, co weekend jakieś atrakcje. Odbyło się też kilka pikników tematycznych, wielka wymiana smerfów na Bemowie (tych z Lidla), byczenie się na warszawskich plażach i spędzanie mnóstwa czasu na placu zabaw z przyjaciółmi. Bo moja córka ma już przyjaciół, takich od serca, którzy krzyczą z radości na jej widok z daleka. Serce moje się cieszy podwójnie.

Nadal dziecię moje uwielbia wszelkie zabawy wspinaczkowe, czyli albo sieć, albo rura, albo cokolwiek, byle się można było poruszać i zmęczyć. I dobrze, przynajmniej zasypia w miarę łatwo, choć nie zawsze o 22, bywa że ciut później.



Pod koniec czerwca przedszkole fundnęło dzień na sportowej polanie, do której jechali kolejką z przerobionego traktora (sądząc po odgłosach). Kluska uczyła się strzelać z łuku, jechała na quadzie, skakała po czymś dmuchanym i korzystała z placu zabaw, by na koniec otrzymać kiełbaskę z grilla.




Odbył się też kolejny w tym roku wyjazd do lunaparku w Chorzowie, który zmienił nazwę na Legendia.


A skoro lunapark, to koniecznie trzeba zajrzeć do pobliskiego skansenu.


Kluska była też na pikniku smerfów w Żyrardowie, nazwa grupy przedszkolnej zobowiązuje. Trzeba było zdobyć wiele sprawności, za co otrzymywało się naklejkę. Za komplet naklejek należał się darmowy lód. Lód zeżarto, ale zainteresowanie chyba przerosło organizatorów, kolejki były okropne.

Własnoręcznie ozdobiona babeczka
Ćwiczymy z osiłkiem
Robimy sobie słitfocie ze Smerfetką
I koniecznie malujemy buzię w biedronkę
Papa Smerf uczy gry na bębnach i opowiada, że leworęczni często zostają bębniarzami. No, zobaczymy. :)
I wakacje! Co prawda chwilowo w mieście, ale na pewno to już nie te czasy, kiedy w mieście było nudno. Plażing i smażing z babcią i wujkiem nad Wisłą.

Oraz wreszcie jest czas na jazdę rowerem z przyjaciółmi (to już lipcowe).


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza