3.8.16

Mam w domu czteroletnie dziecko.

Człowiek wstaje co rano, myje zęby, pije kawę, tu popracuje, tu na spacer pójdzie i nie wiadomo kiedy okazuje się, że ktoś obok już cztery świeczki będzie dmuchać na torcie. I to co gorsza twierdząc uparcie, że ma lat sześć, siedem albo nawet osiem. Jak te dzieci szybko rosną. ;)


Ponieważ dziecko kategorycznie tym razem zażyczyło sobie prawdziwego tortu i dmuchania świeczek w obecności "caua lodzina", to nie mieliśmy wyjścia i zainscenizowaliśmy naprędce jakiś event. Przypadkiem sponsorowany przez Kubusia Puchatka oraz przyjaciół i krewnych Królika. Raz, że trafiłam jakiś czas temu misiowe czapeczki, to jeszcze w markecie był tort z Puchatkiem. Idealnie się złożyło, tym bardziej że ostatnio tata Kluski wynorał swojego starego dwujęzycznego Puchatka i co jakiś czas Klusce czytamy. 


Świętowanie urodzin rozłożyło się na dwa dni pełne przygód. W piątek pojechaliśmy rowerami z Żyrardowa do Grodziska Mazowieckiego, na super plac zabaw przy dworcu. Dystans nieduży, zaledwie 20 parę kilometrów, planowaliśmy dalej pojechać do Warszawy na Masę Krytyczną, ale za szybko przyszła burza względem prognoz i nic z tego nie wyszło. Ledwo wyjechaliśmy z Grodziska, dopadły nas pierwsze krople deszczu. Pelerynka Coverover znów się przydała, bo kilka minut później zlewa zmoczyła nas upiornie. Klusce nie wyrządziła żadnych szkód poza zmoczeniem sandałów.


Zamiast pojechać rowerami dalej, przeczekaliśmy chwilę pod wiaduktem i dalej, na dworcu w Milanówku. Krótka piłka, do Warszawy (i wujka Kluski) jedziemy pociągiem. W międzyczasie przestało padać, ale kałuże były spore, więc już nigdzie dalej nie jechaliśmy. Zostawiliśmy Kluskę i Weehoo na miejscu, a sami wróciliśmy z tatą Kluski do domu, by następnego dnia rano (tj. w sobotę) znów podjechać do Warszawy i zabrać Kluskę na wycieczkę przedtortową.


Podjechaliśmy do Parku Powstańców Warszawy obejrzeć dość nową ekspozycję dotyczącą ofiar cywilnych Powstania Warszawskiego '44, a przy okazji zrobić mini piknik. Kluska sobie trochę pobiegała, trochę poryczała z powodu zaliczenia gleby (wypadła z hamaku), a na koniec znów przyszła burza i ulewa. Stare drzewa nieco nas osłoniły, ale o tarzaniu się w trawie można było zapomnieć. No to wróciliśmy do domu dmuchać świeczki. Z dziesięć razy, bo jeden to stanowczo za mało.


Uff, u nas w rodzinie odpoczywa się w pracy. ;)


9 komentarzy:

  1. Ależ ten czas leci, wierzyć się nie chce...;)
    Lavinko, samego dobrego i najlepszego dla Kluski i dla Was, rodziców!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy! Już tylko 14 lat do osiemnastki! :)

      Usuń
    2. Zdziwisz się, jak szybko zleci...:)

      Usuń
  2. Grodzisk Maz. to moje rodzinne miasto :) A pamiętam, jak na tym super placu zabaw dla dzieci był zapuszczony skwerek - czyli już człowiek niemłody... A koło Żyrardowa jest malownicza stajnia Huzar - jak Kluska będzie miała etap KSIĘŻNICZKA NA KONIU to można zajrzeć - polecam :) Życzę DUUUUUUU RADOŚCI :D Byle do zerówki...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten wygon przed remontem pamiętam jak przez mgłę. Kiedyś skracałam sobie nim drogę na dworzec. Wyjątkowo udana rewitalizacja. A co do koni, to Kluska już trochę na kucyku jeździła, jak jest okazja, to ją wujek zabiera. Rzeczywiście wokół Żyrardowa sporo stajni, ale nie wszystkie mają kuce dla dzieci młodszych niż 5 lat.

      Usuń
  3. Musicie z Alisą przyjechać do AWF Warszawa. Na terenie starych działek zrobiono tam sportowy plac zabaw. Takiego jeszcze nie widzieliście.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wpadniemy zdecydowanie. Ona ma sport we krwi. ;)

      Usuń
  4. Najlepszego tej dużej Dziewczynce!!!

    OdpowiedzUsuń