5.3.17

Na imię mi: Implezka!

Gdyby spytać moje dziecko, co w życiu kocha najbardziej, odpowie, że implezka! Gdyby spytać, jakim jest kucyponkiem, odpowie: Pinkie Pie! Przez moment była Rainbow Dash, nadal najbardziej lubi lalkę-kucyka (Equestria Girls), ale charakter to ona ma zdecydowanie imprezowy.


W co się bawi czterolatka? Oczywiście w imprezy. Różnego typu.

Impreza nr 1 czyli "implezka zwykła"

Dziecię odpala filmiki na jutubie z piosenkami i do nich tańczy oraz śpiewa. Można w tym czasie się schować i w spokoju poczytać książkę, lub pograć w gry. ;)

Impreza nr 2 czyli "udawanie"

Wszyscy biegają po domu udając kucyponki. Rainbow Dash ma na głowie opaskę z tęczowymi kucykami, Rarity ma na czole trójkątną czapeczkę imprezową zamiast rogu, Apple Jack biega w kowbojskim kapeluszu. Podczas biegania należy wykrzykiwać swoje kucyponkowe imię. Posiadacze skrzydeł machają nimi podczas biegania.

Impreza nr 3 czyli "przedstawienie" lub "zagadki"

Rodzina siedzi w kuchni, jedna osoba się przebiera i jako osoba przebrana w kogoś lub coś robi jakiś skecz, mówi wierszyk lub się wygłupia. Uwielbiam udawać starą babcię z kosturem. Tatuś Kluski odstawia prawdziwy teatr. Czasami też wyciągamy różne przedmioty z szafek i pytamy co to jest lub jaki ma to kolor.

Impreza nr 4 czyli "berek"

Zabawa z tańców. Berek zaczarowaniec. Osoba berka biega i zamraża pozostałych uczestników dotykiem. Uciekający mogą dotykiem zamrożone osoby odczarowywać. I tak do utraty tchu.

Impreza nr 5 czyli "zabawa w psiedśkole numel dziewięć"

Seria zabaw z przedszkola. A to bawimy się w "stary niedźwiedź mocno śpi", a to w "kółko graniaste", a to w "krokodyla" ( chodzi o to, że jedna osoba opisuje wygląd innej osoby z grupy i ta opisywana ma się zorientować, że to własnie o nią chodzi). Jest też zabawa w dopasowywanie butów uczestników zabawy do pary.


I jamy my mamy być grubi, jeśli dziecko nam załatwia taką aktywność dzień w dzień? Zdecydowanie się nie nudzimy. Ale ponieważ te zabawy są dla mnie mocno nużące, korzystając z lepszej aury zabieram mojego przedszkolaka na dwór. Chyba że leje, albo goni nas burza z gradobiciem, której w zeszłym tygodniu cudem uniknęłyśmy. Sypnęło gradem, gdy wchodziłyśmy do klatki (kto jeździ rowerem ten wie, że nie ma niczego gorszego od wiosennej burzy).


Ostatnio zwiedzałyśmy jordanek, plac zabaw w Parku Miejskim oraz ścieżkę zdrowia i siłownię plenerową w Parku Procnera, do której doklejono mały plac zabaw dla dzieci, zresztą już zdewastowany. Ale co tam, grunt że jest zabawa. Do obskoczenia mamy jeszcze kilka placów osiedlowych i ten większy w Ekoparku. Ostatniego nie lubię o tyle, że jest na otwartym terenie i wiosną tam straszliwie wieje, a ja mam wrażliwy pęcherz, więc muszę uważać. Może w kwietniu (albo wyślę tam dziecko z tatusiem). ;)


A poza tym nareszcie wszyscy zdrowi, tak od miesiąca mniej więcej. Nie pisałam, bo przez kilka tygodni miałam dzień świstaka. Do przedszkola i z powrotem, a w weekendy zwoziłam z Warszawy swoje stare książki, w tym swoje bajki z dzieciństwa dla Kluski. Zrobię o nich oddzielny wpis, co jedna książeczka to perełka. Większość z nich można dostać już tylko w antykwariatach (nie seria Poczytaj mi mamo, tej się dawno pozbyłam i żałuję, dodruk jest zły na wielu poziomach).

Idzie wiosna, przybędą niebawem relacje z dalszych wycieczek rowerowych. Z pewnością musimy wybrać się do Radziejowic. Dziś byłam tylko z tatą Kluski w celu obadania, co i jak. Jest sucho i niebłotniście, więc dzieciaka można zabrać. :)